Rób co chcesz

Świat każe nam się bać. Wszyscy robią co mogą, żeby wzbudzać niepokój. Mamy się bać zagrożeń zewnętrznych, wewnętrznych, emocji, obcych, swoich, starości, młodości, jedzenia, powietrza, zwierząt, chorób, ataków, kosmitów, podatków, przepisów, skoków cen, ocieplenia globalnego, bakterii, spojrzeń, słów, dotyku, seksualności, otwartości, śmiechu, płaczu, złości, burzy, ciemności, pająków, spontaniczności, prędkości i powolności, śmierci i życia, ludzi i zwierząt.

Strach ma być emocją, która podszywa nasze życie w każdej sekundzie. Ma nakręcać, hamować, blokować, motywować. Ma być początkiem i końcem. „Boję się….” ma zaczynać każdą myśl, działanie i stagnację.


Nocuję w hotelu. W nocy zachciało mi się pić. Zapaliłam lampkę, podniosłam kołdrę, a spod mojego uda wybiegł duży, czarny pająk. Wyskoczyłam z łóżka z lekkim krzyknięciem. Stanęłam obok i patrzyłam na pająka biegającego po białym prześcieradle w panice. – Idź już sobie – powiedziałam do niego. Zatrzymał się i wybiegł pod materac. Widziałam, że był bardziej spanikowany niż ja. Oczywiście, że w pierwszej chwili przeszło mi przez myśl, żeby go zabić. Szybko jednak oddaliłam ją. Nie zabijam pająków, nigdy tego nie robiłam. Najwyżej krzyczałam jak oszalała, bo to było silniejsze ode mnie.

Całą noc spędziłam w lekkim czuwaniu. Ciężko było zapaść w spokojny sen. Ale to nie strach. Obserwowałam to uczucie, ale to nie był strach. Czułam, że to ja wdarłam się na jego teren i mnie tam nie powinno być. Tak wyszło. Nie, nie bałam się. Po prostu nie chciałabym, żeby znalazł się w którym z moich otworów. On pewnie też by tego nie chciał. Pilnowałam naszej wolności. Mojej i jego. Gdyby nie to, nie zobaczyłabym, że się nie boję już pająków. Czym jest zarwana noc, w obliczu takiego wniosku 😉


Zostałam sama w firmie, w całym budynku. Kiedyś na samą myśl o tym przechodził mnie dreszcz. Nie wiedziałam o tym, że zostałam sama. Zorientowałam się przed samym wyjściem. Zanim nadeszła pomoc, czekałam dwie godziny. Za wielkimi oknami padał deszcz. Było szaro i cicho. Właściwie przyjęłam ten stan rzeczy ze spokojem. Nie zapalałam świateł. Stałam przy oknach i patrzyłam na spełniające się marzenie: praktycznie za samym oknem, po trawniku przechadzał się bocian. W życiu nie byłam tak blisko bociana. Szalałam wewnętrznie ze szczęścia, bo tak jakoś się składa, że kocham bociany. Stałam w pustym biurowcu, sama, w szarości wieczoru, deszczu płynącym po oknach. Było mi dobrze. Gdyby nie ta sytuacja, nie zobaczyłabym tak blisko i tak długo bociana. A mogłam wrócić do swojego pokoju, usiąść przed laptopem. I to przeżycie by mnie ominęło.


Otwieram internet i trafiam na kłótnie polityczne, na kłótnie między zwolennikami i przeciwnikami szczepionek, homeopatii, ciągle odświeżane są jakieś przeżute, wyplute, przetrawione i wyrzygane wielokrotnie tematy. Czasami sama się kuszę na skomentowanie czegoś, gdy czuję, że ludzie się po prostu bezsensownie wzajemnie straszą i ograniczają. Ale to się dzieje, gdy mam pmsa, bo na co dzień, sama dla siebie, żyję wg motto, które mówi „rób co chcesz”. I generalnie powiem to każdemu, kto się zastanawia „jak żyć?” albo mówi to innym.

Robię co chcę. Nie szukam w cudzej opinii zgody czy poparcia. Nie czekam na akcept. Żyję, jak sama uważam za słuszne. Radzę się tych, których w danej dziedzinie uważam za autorytet, ale to się rzadko dzieje, bo z reguły sama sobie buduję opinię, na podstawie dostępnych wiarygodnych dla mnie źródeł. Cenię sobie naukę, a dla siebie samej jeszcze bardziej własne, zbyt duże na swój wiek, doświadczenie. Koryguję opinię, gdy tylko pojawiają się do tego mocne powody. Ale tak czy inaczej, robię co chcę. Przywykłam do narzekania, czy krytyki, ale przywykłam też do słów uznania. Nie są barometrem. Są tłem, bo wiem jedno na 100% – to ja ponoszę konsekwencje swoich decyzji o swoim życiu, więc o nich też sama decyduję.

Znam reguły i wiem jak postępować wg nich i kiedy je świadomie łamać, albo poza nie po prostu wykraczać. Nie pytam o zgodę. Wkurzam się czasami, gdy ktoś przesadza obok mnie i w grzeczności pyta, czy może coś zrobić (np. Zapalić. No jestem niepaląca, po co to krygowanie się? Wiadomo, że dym nie jest tym, o czym marzę, a jak będzie mi przeszkadzał, to odejdę, ale zapal sobie, skoro chcesz), dlatego myślę (*gdy nie mówię, bo wyrażam to wzrokiem, gestem), czasami mówię – Jesteś dorosły/a. Decyduj. Możesz. Naprawdę. Poniesiesz konsekwencje tak czy inaczej. Najlepszą konsekwencją jest to, że żyjesz jak chcesz. Reguły znasz. Reszta należy do ciebie.


A gdy świat (zewnętrzny czy wewnętrzny) każe się bać, to myślę sobie: bujaj się. Nie będziesz mi mówić, co mam czuć.

I robię to, co sama uważam za słuszne.

Jestem wolnym człowiekiem i nie znoszę organicznie, gdy mnie ktoś/ coś sztucznie ogranicza. Rozpoznawanie faktycznych zagrożeń to zupełnie inna sprawa i tym bardziej trzeba to umieć dla siebie, w sobie, a nie pozwalać, żeby narzucali to inni. Raczej oczywiste.

PS. Przytoczone scenki są tylko przerywnikiem. Istotą jest bezsensowny strach i wieczne wątpliwości. Szkoda życia. Nikt nas nie uczy ufności we własne decyzje i ich słuszność. No to trzeba się uczyć tego samodzielnie.

Najlepiej zrobić z obaw sprzymierzeńca. Największy level…

Zdjęcie: róża w ogrodzie mojego rodzinnego domu. Gdańsk.

Reklamy

Hel. Początek.

Bardzo chcę, abyśmy umieli ze sobą współistnieć z podniesioną głową, ramię w ramię, żebyśmy czuli się częścią całości.

Poczucie wolności. Wolności też od złych emocji, od negatywnych opinii, słabości strachu. Łatwo ulegać nastrojom, lękom, presji. Kiedyś myślałam, że drogą do spokoju jest slow life. Dziś patrzę szerzej, dziś uważam, że to, co ważne, to poczucie wolności. Osobistej, szanującej innych, cierpliwszej, mądrzejszej. W naszych czasach takie miejsce jest mi bardzo potrzebne. Jeśli komuś z Was jest tu też dobrze, to cudownie. To jest kierunek, w którym chcę iść i chcę to robić na tym blogu. Liczę się z tym, że pewnie w niektórych opiniach nie spotkam się ze zrozumieniem (bo to normalne). Taki urok wyrażania swojego zdania. Jednak genialnie będzie, jeśli ktoś napisze, poczucie „OK, też tak mam”. Wolność jest zbyt dużą siłą, sama w sobie, żeby schylać głowę nad każdym, kto tego nie rozumie. Trzeba robić swoje, iść swoją drogą. No to idę.

Dziś zabieram Was na Hel. Byłam tam jakiś czas temu, zanim zaczął się sezon. Szczególnie zależało mi na tym ze względu na fokarium. Udało się. Zapraszam na spacer na początek Polski.

Po takim spacerze łatwo złapać inną perspektywę.

To zawsze działa.

Wróciłam i serdeczny uśmiech dla każdej osoby, która tu zagląda.

Poczucia wolności 😉

Zdjęcia: Hel , 06.2017

Ambicje – szczepionka przeciw bezmyślności

W tym roku po raz pierwszy od bardzo dawna Dzień Kobiet zamienił się w manifest, głos o prawa kobiet. O prawo do wyboru. To mnie akurat cieszy, chociaż coś osobliwego jest w tym, że akurat w Dzień Kobiet zrobiło się o tym głośno i to na całym świecie (media bardzo przemilczały ten wątek i tego nie rozumiem), ale manifestacje były faktycznie ogólnoświatowe. I bardzo dobrze.

Chociaż,  jako kobieta, doskonale znajduję się w męskim świecie (to akurat wynika z branży, w której pracuję, a do tego mam pozycję, która daje mi duże poczucie sprawczości i decyzyjności), to obserwuję, że coś złego się dzieje z kobiecymi ambicjami.

Czytaj dalej „Ambicje – szczepionka przeciw bezmyślności”

Wyjdź poza linię

Owszem, jako dziecko bardzo lubiłam kolorować, lubiłam też takie obrazki na mini płótnie. Razem z braćmi to malowaliśmy. Potem miałam fazę odrysowywania, a na końcu tworzyłam swoje. Od wieków nic nie malowałam i nie rysowałam. Nie miałam też dłutka w dłoni i pewnie nie zrobiłabym nic sensownego. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym cholernym kolorowaniu, które stało się takie modne i ja się pytam „dlaczego?”
Czytaj dalej „Wyjdź poza linię”

Poganie wiedzieli lepiej

To wszystko wcale nie jest zabawne.

Ostatnio na jakimś towarzyskim spotkaniu rozmawialiśmy sobie o polskich korzeniach. Kolega zaczął od pierwszego króla Polski (równie krwawa historia, jak wiele z naszych), a ja zapytałam: a co było wcześniej? Przecież Polska nie zaczęła się od Chrztu. Przecież tu była głęboko zakorzeniona tradycja wyznań pogańskich, którą cudownie krwiożerczy chrześcijanie raczyli wyplewić. Tak, historię piszą wygrani, a te słowa mają szczególne znaczenie właśnie w dzisiejszych czasach.

Czytaj dalej „Poganie wiedzieli lepiej”

Być jak Martyna i lista marzeń

 

Gdy siedziałam z moim towarzyszem podróży, J., na jednej z nocnych kolacji, w jakiejś knajpce między uliczkami Shenzhen, po kolejnym dniu pełnym zawodowych szaleństw, J. powiedział: – Wyglądasz jak ta podróżniczka, jak ona się nazywa, moment, chwila, już wiem, Wojciechowska. Martyna Wojciechowska.

Czytaj dalej „Być jak Martyna i lista marzeń”