1984, czy jest inne wyjście?

Kiedy kontrola zapewni poczucie bezpieczeństwa? Dlaczego to religijni przywódcy są teraz głównymi rozgrywającymi?
Czytaj dalej „1984, czy jest inne wyjście?”

Reklamy

Poganie wiedzieli lepiej

To wszystko wcale nie jest zabawne.

Ostatnio na jakimś towarzyskim spotkaniu rozmawialiśmy sobie o polskich korzeniach. Kolega zaczął od pierwszego króla Polski (równie krwawa historia, jak wiele z naszych), a ja zapytałam: a co było wcześniej? Przecież Polska nie zaczęła się od Chrztu. Przecież tu była głęboko zakorzeniona tradycja wyznań pogańskich, którą cudownie krwiożerczy chrześcijanie raczyli wyplewić. Tak, historię piszą wygrani, a te słowa mają szczególne znaczenie właśnie w dzisiejszych czasach.

Czytaj dalej „Poganie wiedzieli lepiej”

Wędrowcy świata, wigilijnie

Gdy cała Polska żyje emocjami, jakie budzi scena polityczna, ja w spokoju oddaję się swoimi fascynacjom związanym z byciem obywatelem świata. Bo to czuję, w przeciwieństwie do polityki, która tak nieprzyjemnie dzieli ludzi.

To, jak podchodzimy do innych kultur, do ludzi o innej mentalności, do odmienności w ogóle, nie jest bowiem związane z tym, gdzie akurat jesteśmy fizycznie. Nasz stosunek do odmienności widać w codzienności. Nie trzeba daleko szukać.

 

Święta Bożego Narodzenia, to czas szczególny, bo wszystkim znany, ale przez wszystkich też różnie przeżywany i odbierany. Ja mam do nich taki stosunek, jak do każdych innych świąt na świecie i w innych religiach. Są. Niosą swoje przesłanie religijne, ale na skalę światową głównie komercyjne. Skoro to ludziom odpowiada, to super. Mnie nie.

Święta te z założenia, także, są czasem spędzonym z najbliższymi. Wiele osób ma szczęście, że ludzie często rozrzuceni po świecie, spotykają się w tym czasie w jednym miejscu. Spotkanie rodzinne po długiej rozłące.

Ja niestety tego nie doznaję od dzieciństwa, bo moja rodzina jest tak obszerna a przy tym rozsiana, że spotkanie jest po prostu niemożliwe. Dla mnie to czas podsyconej tęsknoty. To ten rodzaj smutku, jaki budzi symboliczne puste miejsce, pozostawione dla wędrowca. Symbolika, która szczególnie teraz, w czasach tak silnych zamętów politycznych, aż kłuje w oczy bezmierną pustką braku cienia pokrycia. Symbolika, która nie wyraża dziś  niczego. Takie czasy.

Patrzę z boku na kobiety, które zatraciły się w kuchni, na mężczyzn szukających choinek i myjących okna. Na dzieci czekające na prezenty. Święta. A co im w duszy gra? Nie wiem. To nie jest czas szczerych rozmów. To czas „radości”, bo „Bóg się rodzi”. Jakby wszyscy nie widzieli, że się narodził i nawet zostawił całkiem mądre przesłanie „miłujcie się”.

„Nie, nie” – mówi świat – „My się będziemy cieszyć, że się narodziłeś, a za kilka miesięcy, że – po śmierci, przez ludzi zadanej, – zmartwychwstałeś. Wystarczy” (sic!).

Ech. Ironizuję, bo to po prostu smutne.

Przy smutku też pozostając.

Są ludzie, którzy są daleko od domu, bo muszą, są tacy, którzy chcą, bo szukają swojego miejsca na świecie. Potocznie nazywa się ich emigrantami albo uchodźcami, zależy od statusu. Bogom dziękuję, że są ludzie, że są miejsca, którzy tychże emigrantów przyjmują z otwartymi sercami. Wielu z tych ludzi po prostu ma wolę i odwagę szukać swojego miejsca, swojego szczęścia na świecie i bardzo często to się spełnia, albo po prostu są dalej w drodze i wcale nie chcą zostać, tam gdzie teraz są, bo zaraz idą dalej. Dziś, czy w te święta poczują tęsknotę, jak ja za nimi.

Podróże są szalenie skutecznym sposobem budowania dystansu, ale też poczucia maleńkości na świecie. A to uczucie jest akurat piękne. Piękne jest też, gdy potrafimy poczuć, gdy wędrowiec potrzebuje tylko chwili wytchnienia, szklanki wody, dobrego słowa. Bo zaraz idzie dalej.

Mark Greenside „Szaleństwa, gafy i trafy, czyli uczę się żyć we Francji”. Polecam, jeśli ktoś szuka lektury na te dni. Na inne dni także. Dziennikarz amerykański doprowadza do łez śmiechu swoim pobytem, ba, życiem codziennym we Francji.

Bycie wędrowcem, w wieloznaczności, jest dla mnie sposobem na życie, samo w sobie. Ja idę przez życie slowly. Slow life jest moim punktem wyjścia i wejścia w rzeczywistość, której tak bardzo nie ogarniam.

Boże Narodzenie to czas życzeń. Życzę sobie i inny refleksji. Czasu na myślenie i dobre wnioski, albo chociaż ich  błogosławiony brak.

Bo to, czego nie ogarnia rozum, to co się  w głowie nie mieści, to, czego nie mieści również serce, to właśnie cały świat.  I poza Jezusowym przesłaniem „miłujcie się” nic nie jest mu potrzebne.

Dobrze, że nie brakuje ludzi, którzy też to wiedzą, nawet jeśli Jezus nie jest akurat ich Bogiem. Dzięki różnorodności bycie wędrowcem przez życie jest wartością samą w sobie, bo każdy z nas i tak ma swoją drogę do przejścia.

Od urodzenia. Dobrze trafiać po drodze na ludzi, którzy to rozumieją.