Kask rowerowy. Bo tak.

Długo się zbierałam do tej notki. Niemniej,  sprawa jest dla mnie na tyle ważna,  że po prostu to zrobię.

Lato 2015. Jedziemy na rowerach.  Pod koniec kilkukilometrowej trasy przewracam się. Totalnie nieudolnie. Zdzieram sobie skórę z dłoni o żwir. Nic gorszego się nie dzieje. M. mówi,  że bez kasku i rękawiczek więcej nie pojadę. Bo nie umiem upadać bez robienia sobie krzywdy. To akurat trochę prawda.  Jeśli mogę się kontuzjować, to przeważnie wykorzystuję okazję. Chociaż pracuję nad tym.

Wczesna wiosna 2016. Wybieramy się na rowery. Rękawiczki mam. Nie mam kasku. Przecież szybko wcale nie jeżdżę.

M. powiedział, że bez kasku nie pojadę. Zdania nie zmienia. Ściemniam, bo kaski są takie bez sensu. No może sens mają,  ale mi się moja czaszka w nich nie podoba. Ściemniam dalej.  No a M. twardo, że bez kasku nie pojadę. Jesteśmy akurat w Lidl.  Jest akcja sport. Mają kaski.Takie jakieś duże, nie dla mnie.

M. przekonuje mnie  przymierzyć. No trudno. Jutro chcemy pierwszy raz iść na rowery. W kasku wyglądam, jak uwieczniony grzyb poatomowy. Trudno.  Mniejszy kupię sobie potem.  Teraz idę na ugodę z M.

Kasku używam do początku lipca. W sumie zauważam nawet jego plusy, chociaż zasadności nie widzę za bardzo zupełnie. Przecież nie jeżdżę wyczynowo, szybko, ekstremalnie. Zdania o wyglądzie nie zmieniłam,  ale miłość do zasuwania na rowerze jest ważniejsza.  Nowy kask przestał być priorytetem.

Początek lipca. Rano wychodzimy.  M. cofa mnie do domu po kask. Zapomniałabym. Przecież. Nawet się kryguję, że po co, przecież spokojna trasa, gorąco, daj spokój.  M. powie, że bez kasku nie pojadę. Ma rację. Wracam po kask.

Robimy super trasę.  Piękny dzień.  Gorąco. Słońce świeci na zmianę z padającym deszczem. Fajnie.  Jedziemy do Sopotu. Siedzimy na molo. Idziemy na Monte Casino na deser do Mont Blanc. W drodze powrotnej zajeżdżamy do przyjaciół. Siedzimy w ogrodzie. Miły wieczór. Bardzo. Wracamy do domu. Kask na głowę,  bo inaczej nie pojadę.

Jedziemy. Hamuję przed skrzyżowaniem i.. koło mi ucieka. Przewracam się. Ale cholernie nieprzyjemnie. Uderzam głową o krawężnik, spadam ciężarem ciała na kciuk. Zdasta skóra powoduje,  że krew leci dużymi kroplami. Kilka tygodni później się okaże,  że złamałam go, odłamując kawałek kości.

Uderzenie w krawężnik.  Głowa odbiła jak piłka w trakcie gry w krawężniki. M. pomaga mi wstać. Długo wychodzę z szoku. Płaczę, bo czuję że było grubo. Gdyby nie kask. Ten cholerny kask. Potem widzę, że plastikowa osłonka jest zdarta. To mogła być moja głowa.

Może przesadzam,  ale mam poczucie,  że ten kask uratował mi życie. A zdrowie bez wątpienia. Po jakimś czasie wyrzuciłam go, bo powiedziano mi, że to jak z poduszką powietrzną – po jakimś wypadku już się nie używa.

Dlaczego dziękuję Lidl?  Za to, że dział zakupów wybiera dobre produkty. Gdyby te kaski były słabej jakości,  to kask by mi nie pomógł,  a nawet mógł zaszkodzić. Wiem, że jakość,  potwierdzona atestem i certyfikatami jest podstawą bezpieczeństwa.  Prawdą jest,  że kupiłam kask na odczepnego, bez przekonania, bo mąż mi kazał (tu oczywiście żartuję, ale faktem jest,  że on widział większą zasadność niż ja). Produkty dostępne w Lidl cenię od kilku lat, i od kilku lat z przyjemnością obserwuję rozwój tej sieci i marketing.  Wiem,  po prostu to wiem,  że ludzie tam podchodzą do klientów naprawdę rzetelnie. Nie wątpię,  że dobór asortymentu nie jest kierowany na odwal i tylko dla zysku. Pewnie,  że nie jestem jakąś bezkrytyczną fanką i nie kupuję tam wszystkiego,  ale bułki mają genialne.  I hummus. I owoce. I sajgonki w azjatycki tydzień. I kilka innych produktów. Więc generalnie ok. Nie pisałabym o tym jednak notki. Dla mnie kluczowy jest kask. Serio.

Jak by to nie brzmiało,  kask z Lidl uratował mi życie.  Brawo dla kupca i przede wszystkim dla producenta. Dziękuję. To jak efekt motyla, gdzie rzetelność iluś ludzi w całym procesie produkcji i zakupów doprowadziła do tego efektu.

I Bogom dziękuję za męża. Nie pierwszy raz. Dobrze jest mieć kogoś,  kto zwraca uwagę,  gdy się samemu myśli o czymś innym. Uzupełniamy się idealnie 😉

Zdjęcie: kask na rowerze. Lato 2016. Sobieszewo.

Ps.nie jest to tekst w żaden sposób sponsorowany.

Reklamy