Kumulacja ciszy i przestrzeni – uciekam  

Rzadko o tym piszę na tym blogu, ale nic się nie zmieniło – żyję slow. Slow life to niezmiennie mój styl.

Co najlepiej zrobić,  gdy ma się dość?  Gdy życie przyciąga po linie raz za razem? Najlepiej uciec.

Gdy robi się zimno nadmorskie miejscowości zamierają. Życie w nich usypia, jak niedźwiedź na zimę.  Panuje cisza i spokój.  Przechodząc pustymi uliczkami,  aż ciężko uwierzyć,  że jeszcze kilja miesięcy temu i znowu za kilka miesięcy będą tam bezkresne, hałaśliwe, rozbawione tłumy. Knajpki będą tętnić życiem,  ludzie będą szukać rozrywek,  słońca, alkoholu,  ciepła i cienia na zmianę.

Ale nue teraz.

Teraz jest pusto.

pusto i cicho. Słychać tylko szum fal.

Tylko szum fal.



I skwierczenie kominka w jednej z niewielu czynnych restauracji w Dębkach. Dobrze,  że jednak jest gdzie napić się kawy z czekoladą. Po spacerze idealnie.


Kilka godzin ciszy, spokoju, przestrzeni, pustki, zimna.

I można wrócić i iść dalej.

To slow life. Moja równowaga między skrajnościami życia.

A wieczorem dla uzupełnienia, lubię zapalić świecę i po prostu popatrzeć na tańczące na ścianie światło płomienia.  Reset.

Zdjęcia : Dębki,  Jastrzębia Góra 12.2016