Klif Orłowski. Po prostu trzeba.

Gdy rano mąż powiedział „chodź do Gdyni” powiedziałam rezolutnie „ale po co??”. I to był jeden z momentów, w których to pytanie było nie na miejscu. Gdy dojechaliśmy do Gdyni, odbił w prawo z komentarzem „Kiedy ostatnio byłaś w Orłowie?”. Wieki temu tam nie byłam, ale też… A dobra. Niech będzie. Standardowo, molo, widok na Klif, och, ach. Ale jakoś tak nas tknęło, że na górze są ludzie. Też chcemy. I poszliśmy. I się okazało, że widok zaparł dech z zachwytu. Naprawdę niedowierzałam, że nigdy tam jeszcze nie byłam. Piękna pogoda pozwoliła zobaczyć wyraźnie półwysep Helski. Widok na Zatokę z takiej wysokości jest po prostu bezcenny.

Mąż już do końca dnia przedrzeźniał moje „ale po co?”.

Warto zajść na obiad do Tawerny. Halibut dobrze zrobiony. Nic nie można zarzucić. Dorsz w cieście piwnym także warty spróbowania.

Dobre podsumowanie wyjścia.

A obok koniecznie na lody do „U lodziarzy”. Przepyszne. Jako lodziarnia wskakują na moje top 5.

Ale ten widok z Klifu. Czuję się zakochana, zauroczona, odurzona.

Zdjęcia: Gdynia Orłowo, Klif i pobliże.  08.2017

Reklamy

Pierwsze i ostatnie – o wspomnieniach

Zwykło się mówić, że warto zbierać wspomnienia, żeby mieć o czym myśleć na starość. A mnie zastanawia, o co chodzi? O który moment? Kiedy przestaniemy żyć i zbierać wspomnienia po to, żeby już tylko potem odtwarzać ten film od końca? Bo ja chciałabym bardzo żyć do końca swojego tak, żeby nie mieć takiego momentu, gdy powiem „dość”.


Czytaj dalej „Pierwsze i ostatnie – o wspomnieniach”

Teatr Wybrzeże, sztuka i dotlenienie

Kto się boi Wirginii Woolf, Wirginii Woolf, Wirginii Woolf…

Nuci Marta na początku sztuki, na scenie Teatru Wybrzeże w Gdańsku.

Więcej o samej sztuce „Kto się boi Wirginii Woolf” wystawianej w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku TU.

Wstyd się przyznać, jako gdańszczanka byłam w Teatrze Wybrzeże po raz pierwszy. Sporym zrządzeniem losu byłam z przyjaciółką na sztuce, na którą bilety rozchodzą się w 2 godziny.

Czytaj dalej „Teatr Wybrzeże, sztuka i dotlenienie”

Wszystko było, wszystko będzie

Nowy początek.

Jest 3 nad ranem dnia 03. maja 2015 (wiem, wiem, ta symbolika mnie też ujmuje). Jestem tak podniecona tym faktem, że rozpoczynam nowego bloga, że nie mogę spać. Niedawno rozstałam się z blogiem, który prowadziłam przez 4 lata. Przed nim również rozstałam się z blogiem, który prowadziłam przez ponad 5 lat. Z tym blogiem pewnie… Ale bez przesady. To początek. Do końca mam przynajmniej 4 lata.  Trzeba je wypełnić, chciałabym wypełnić je dobrze. Nie, nie dobrze. Doskonale. O czym będzie ten blog. Hmmm. To właściwie się okaże, bo jestem kobietą i mogę zmienić zdanie, ale wiem jedno: chciałabym ożywić kult kobiet z klasą. Za mało ich ostatnio. Za mało. Sama bardzo mocno do takiej kobiety aspiruję, ale wzorców niewiele. Zanikają.

Czas zaciera to, co definiuje kobiety z klasą, damy. Trzeba coś z tym zrobić i właśnie taki cel sobie obrałam.

Jak będzie to przebiegać? Zobaczymy. Niemniej, rozpoczynam odwracanie rzeki kijem i idealistycznie chciałabym, aby bycie damą znowu było pożądane nie tylko przez same kobiety, ale też przez mężczyzn. Nie zmienia to jednak faktu, że będę poruszać tematy ze wszelkich możliwych dziedzin, które uważam za ciekawe, bo jak na damę przystało – jestem nieprzyzwoicie wszechstronna, co mam zamiar też tu pokazywać i tymże kusić czytelników. Pozdrawiam i do zobaczenia w kolejnych notkach.