Pasaż kulturalny

Dawno nic nie polecałam i nie mam żadnego wytłumaczenia. No dobrze, mam, trafiałam na zbyt wiele treści, które były dobre na raz i generalnie nic we mnie nie pozostawiły. Nawet dobrego wrażenia. Więc cóż. Są 4 tytuły, które jednak chcę polecić. Dwa filmy i dwie książki.

Zacznijmy od filmów:

  1. Król Artur. Legenda miecza. (2017)

Wydawało mi się, że tę historię opowiedziano już w każdy sposób. Lepsze, gorsze, beznadziejne, fantastyczne, ale jednak w każdy. Okazuje się, że nie. Zakochałam się w tym filmie. dynamika, budowa, rozmowy, zdjęcia, efekty. Bardzo na tak.

Mój lubiony kawałek:

  1. Początek (2014)

To starsza pozycja, ale wcześniej jej nie znałam. Lepiej późno niż wcale. Fascynujące podejście do genetyki, ale i reinkarnacji. A co jeśli się odradzamy, czy mogłyby być tego dowody? Co na to może powiedzieć nauka? Nie wiem, ale polecam film. Naprawdę warto. Nie jest to oczywiście film wszech czasów, ale czasu przy nim nie zmarnowałam.

A teraz dalej:

Dojrzewanie do określonych książek to taka trudna sprawa. Są książki, które stoją na moim regale od dawna. Po kilku stronach odkładam z powrotem, bo nie możemy złapać wspólnego rytmu. Jednak przychodzi pora, że słowa zaczynają płynąć odpowiednim nurtem przez moje myśli i czytana opowieść płynie w mojej głowie, aż z niechęcią dochodzę do ostatniej strony. Dwie książki doczekały takiego momentu. Hm. No jedna i pół :

  1. „Kobieta i mężczyźni” Manueli Gretkowskiej.

Okazuje się, że po 40tce pokochałam jej język i jest szansa, że wejdzie na listę moim ulubionych pisarek. Bardzo podobają mi się metafory, jakimi operuje. Pasują. Podoba mi się, jak zbudowane są postaci. Bez przesady, bez niedosytu. Tak się opowiada. Opowieść o kobiecie. I mężczyznach w jej życiu. Ale nie tylko. To powieść intuicyjnie życiowa. Nawet jeśli nie o naszym życiu, to nie jest oderwana od rzeczywistości. A trafne opowiadanie o rzeczywistości wcale nie jest takie oczywiste. W tej pozycji mamy dość ciekawe podejście do uczciwości wobec siebie. Ciekawa też jestem, czy kolejne tytuły też tak odbiorę. Ale spokojnie. Nie wszystko na raz. Teraz jestem w połowie:

  1. „Shantaram”. Gregory David Roberts

Książka nazywana jest Świętym Graalem. Wg mnie lekka przesada, ale na pewno warta poznania. Zderzenie światów, niby znajomych (dla jednych czy drugich), mieszanka fikcji i rzeczywistością, jaką ludzie z reguły znają tylko… z książek, albo filmów. Fantastyczne myśli przeplatają się między dialogami. Ale to już warto zaznać osobiście. Jak wspomniałam jestem w połowie. Może druga połowa mnie rozczaruje? Nie… Chyba.

Chociaż od razu uprzedzę, ta książka ma jedną kolosalną wadę: przed objętość strasznie niewygodnie czyta się ją w łóżku 🙂

Tak. Polecam.

Taka jeszcze moja życiowa trochę refleksja: Nie ma złych książek. Po prostu do niektórych trzeba dorosnąć. Lepiej późno niż wcale. Na niektóre nigdy nie jest nasza pora, bo są one po prostu dobre dla innych. Jeśli jakaś książka ma swoich miłośników, albo daje komuś cokolwiek, cokolwiek pozostawia ślad w pamięci, to już jest dobra. Co innego filmy, które można naprawdę łatwiej ocenić, ale książki są, mogą być, zbyt wielowymiarowe w skutkach. To, że coś nie trafia do nas, naprawdę nie świadczy o niczym poza to, że nie trafia do nas. Jeśli coś jednak trafia, to cóż. Dobra nasza. Książka zawsze będzie miała tę przewagę, że wpływa na naszą wyobraźnię stymulując ją. Filmy zawsze będziemy cenić za gotowce. A wrażliwość każdego i tak dopowie sobie i przetworzy to po swojemu. Moja ostatnio miała używanie przy powyższych pozycjach.

Patrząc na swój regał, na niektóre tytuły, które czekają na swój czas, zastanawiam się, czy przyjdzie. Lubię wierzyć, że książki wybieram nie bez powodu i skoro kiedyś po nie sięgnęłam, po przemyśleniu zdecydowałam się kupić, to znaczy, że mam je przeczytać. Ale spokojnie, większość czytam jednak od razu i do końca 🙂

Strasznie lubię książki, które jednak coś ze mną robią. Chcę od nich czegoś, czego nie da żadna inna forma. Chociaż to może być złudny klucz, bo nawet książki kucharskie to w sumie potrafią… Raczej to kwestia etapu życia, punktu, stanu. I tyle. Teraz u mnie jest pora na to co powyżej.

Zdjęcie: jak widać 🙂

Reklamy

2017 Kino kobiet 

Kocham filmy o kobietach.  O mężczyznach oczywiście też,  ale o kobietach są bliższe mojemu sercu. Wszelkie ekranizacje biografii Coco Chanel, czy królowej Elżbiety,  albo Diany,  czy Grace Kelly, pochłaniam z pasją. Lubiłabym film o Annie German (co za głos i poplątane życie),  ale serial był dla mnie za długi.  Ja wolę filmy pełnometrażowe jednak od seriali,jeśli mówimy o biograficznym zarysie.

Oczywiście filmy oparte na życiu kobiet nie ze świecznika również mnie ujmują. Ostatnio filmem takim były „Niewinne” w doskonałej z resztą obsadzie. To są historie, które dotykają bardzo tego, co najbardziej ludzkie i uczą takiej najszczerszej i naprawdę ważnej solidarności. Kobiety potrafią być niesamowite. Oczywiście mężczyźni też.  Nie o nich tu teraz jednak piszę.  Chciałam już napisać,  że o mężczyznach jest znacznie więcej filmów, ale to nie byłaby prawda. Widziałam dziesiątki filmów, żeby nie powiedzieć setki i nie widzę dysproporcji. Dobre kino pochyla się nad postaciami obu płci w miarę równo.

Bardzo cieszy mnie jednak początek filmowy roku 2017. Mamy od razu „Sztukę kochania”  o Michalinie Wisłockiej, na której „Sztuce kochania”  dorastałam, mamy „Dalidę” o piosenkarce, której kawałek „Paroles” jest jednym z moich ulubionych tamtej epoki i mamy,  również chyba pierwszy raz o tej postaci w takim ujęciu „Jackie” o Jackie Kennedy.

Pięknie.  Czekam na więcej.  Takie filmy szalenie pobudzają wyobraźnię,  inspirują, świetnie opowiadają.  Malkontenci na pewno się będą nad nimi pastwić. Co kto lubi.

Jednak wpływ na zmiany na świecie mają tak kobiety, jak mężczyźni.

Zarówno te dobre, jak i mniej. Kino zgrabnieto ukazuje,  gdy się spojrzy z odpowiedniej perspektywy. 

Cieszę się,  bo przez jakiś czas nie było za bardzo na co chodzić do kina, czy wypożyczyć na vod. Znowu ruszyło 😉
Poniżej: Paroles Dalida

Kocham ten kawałek za słowa.

Zdjęcie: kadr ze „Sztuki kochania”

Profesjonalizm jest luksusem

Na co iść do kina? Jest Oskarowo i ostatnio warto było pójść na kilka filmów. Jednym z nich jest „Spotlight”. Moja recenzja była krótka: Jeśli miałabym dziś 20 lat i zastanawiała się nad wyborem zawodu, to po tym filmie byłoby to dziennikarstwo. Ale na szczęście są inne zawody, w których bycie profesjonalistą ma sens.
Czytaj dalej „Profesjonalizm jest luksusem”