Idiotyczne zachowania dorosłych

Z okazji padającego deszczu przedstawiam bez żadnego trybu listę idiotycznych zachowań dorosłych ludzi. Jak sobie samemu robić krzywdę? O związkach, sile, słabościach, nawykach i pralce. Oto parszywa 13-tka:

Proszę bardzo:

  1. Narzekanie.

Na wszystko, bez okazji. Są ludzie, którzy każdy temat sprowadzą do możliwości ponarzekania. Spotkania przy alkoholu są do tego dodatkową okazją, bo pozwala płynąć powodom jak wodospad Niagara. DRAMAT. Bo po co w takim razie pić? Nie, no serio. Ludzie, którzy wszystko sprowadzą do narzekania, są naprawdę gorsi niż alergia na pyłki.

2. Wkurzanie się.

Uwielbiam. Jestem zawodowym (mimo że nie ma takiego zawodu) wkurzaczem się. Uwielbiam się wkurzać. Od jakiegoś czasu nie przeklinam (moje nowe hobby i poznaję życie damy na nowo, bo bycie damą jak i przeklinanie jest obecnie piętnowane. A ja kocham iść pod prąd. I jeszcze na złość trendom). Więc wkurzanie się jest cudowne. Cudownie jest móc wybuchnąć, zareagować i wrócić do spokoju. Jak gepard. To jest o wiele lepsze niż narzekanie, bo narzekać można w nieskończoność, zamęczając siebie tym samym, a złościć jest szybką reakcją. Często budzącą jeszcze zaskoczenie innych. No narzekanie nie da takich wrażeń. Piękne. Idiotyczne, ale i tak piękne.

3. Kobieta rzuca mężczyznę z założeniem, że on wróci na kolanach błagając o jej wybaczenie i z pełną skruchą obieca poprawę.

Sytuacja. Życie sobie płynie. Od zakochana od rutyny dnia codziennego, bla, bla, bla. Kobieta ciosa kołki na głowie faceta „zrób coś z sobą, zacznij zarabiać, wyglądać, błyszczeć a nie tak leżysz na kanapie”. Aż dochodzi do wniosku, że wybudzi go z tego jednym tylko wstrząsającym sposobem: wyrzuca go z domu. I czeka. I czeka. I czeka. Nakręca się, jak to mu pokaże, jak on się ocknie, wybudzi i po opracowaniu planu poprawy i zmiany w lepszą wersję siebie, wróci do niej błagając o przyjęcie.

A nic takiego się nie dzieje. Bo facet owszem, postanawia coś tam z sobą zrobić, ale już nie dla niej. Szok, niedowierzanie i rozpacz.

Zapytam taką jedną z drugą (bo to strasznie często się dzieje, królewny moje kochane): zdziwiona? Naprawdę?

No to objaśniam, w czym rzecz. Skup się. Jak facetowi zależy, to stara się ciągle. Może miewać gorsze, lepsze dni, może wychodzić mu tak czy inaczej, ale stara się. Chce z Tobą, kwiatuszku kochany, być. Chce, żebyś go doceniała. Ty też tego z reguły przecież chcesz. Czy dostajesz, to inna sprawa, bo często jest tak, że właśnie jego staranie jest docenianiem. Ale dobra, wracamy do wątku głównego. No a jak mu przestaje zależeć (czego czasami sam nie widzi), to przestaje się angażować i starać. Może nawet by chciał, ale jakoś tak samo nie wychodzi. Właściwie coś by z tym zrobił, ale po co. Jest jak jest. Nie ma motywacji. A ma ciągle zrzędzącą kobietę. Zrzędzenie nikogo jeszcze do niczego nie zmotywowało. Wiecie, kobiety lubią się naczytać książek, w których facet się przebudza. Problem jest w tym, że przed tym wyrzuceniem z domu, nie dzieje się nic, dla czego miał chcieć by wrócić. Kobiety lubią siebie idealizować. A prawda jest taka, że w większości wypadków facet musiałby nie mieć jaj, żeby błagać o przyjęcie z powrotem. Ten, który ma godność, rozumie, że się wypaliło, bo się wypaliło i rozstanie jest najlepszym rozwiązaniem. Upraszczam okrutnie, ale prawda jest taka, że nad związkiem pracuje się w trakcie jego trwania, gdy pulsuje pełnią życia. Nie, gdy już zdechł i drepcze się po jego psujących się resztkach. Wyrzucenie faceta z domu naprawdę nie jest lekiem na coś, czego już dawno nie ma. Miłość trzeba widzieć na co dzień. Truizm, ale życiowy. Potem, to już nie ma co robić z siebie idioty. Myślenie ma sens w każdym momencie, ale są granice, których się nie przekracza. Potem może nie być odwrotu. I ok, jeśli tego się chce. W innym wypadku to idiotyczne.

4. Obgadywanie za plecami.

Niby dzieci to robią. A skąd niby wiedzą jak? Serio, żałosne, gdy dorośli ludzie obrabiają innych za plecami, a potem uśmiechają się do obrabianego udając wielką przychylność. Nie wiem, kto był w tym pierwszy, musiał być strasznym tchórzem, ale nauczył ludzi czegoś paskudnego. No idiotyzm. Mówmy sobie co myślimy, tylko myślmy, co mówimy :), bo ważna jest forma. Po prostu. Można wszystko powiedzieć bez przekraczania granic, po których nie ma już powrotu.

5. Udawanie młodszej/ starszej, niż się jest.

Niby mamy kult młodości. Moje rówieśnice zamieniają powoli swoje twarze w maski [rozkładam ręce w niezrozumieniu, bo pytam, ale PO CO?], ale co gorsze, młode dziewczyny skrajnie w drugą stronę tuszują swoją młodość makijażem i strojem [rozkładam ręce w niezrozumieniu, bo pytam, ale PO CO?]. No niech ktoś sensownie odpowie PO CO?

6. Obwinianie innych za nasze samopoczucie.

Ha! To jest dopiero perła w koronie. ŹLE się czuję, bo ktoś coś powiedział. To jest dopiero hit wśród idiotyzmów. Wiem, sama go czasami w życiu zaliczałam, ale serio, jak tylko pojawia się na horyzoncie dziś, to zanim sobie na tak głupie podejście pozwolę, to się mocno uszczypnę. Jestem dorosłym człowiekiem. Jak ktoś mi powie coś przykrego (w ogólnej ocenie), to naprawdę dobrze się zastanowię, zanim pozwolę, żeby to mi zepsuło humor. Tak, to czasami trudne, bo mamy wkodowane jakieś mechanizmy, ale nad wszystkim da się popracować. To, czy inni wpływają na nasze samopoczucie, to naprawdę nasz wybór. Jest o tym mnóstwo literatury w tej chwili. Nie polecę nic konkretnego, ale to naprawdę nie jest temat tabu.

7. Pakowanie do pralki skarpetek luzem, wiedząc, że się ma pralkę, która je „gubi”.

No ludzie. Jeśli ma ktoś pralkę starej generacji, czy po prostu producenta, który ma gdzieś znikające skarpetki czy inne małe części bielizny itd (bo to po prostu kwestia konstrukcji), to po prostu niech pierze te rzeczy w woreczku do prania. Proste? No raczej. Idiotyzmem jest denerwowanie się czy dziwienie, że tak się dzieje. Obstawiam, że żadna pralka nie przestanie tego robić tylko dlatego, że ktoś się na nią obrazi.

8. Zadawanie niewłaściwych pytań.

Nie tylko mój ukochany Doktor WHO wie o tym, jak ważne jest zadanie właściwego pytania. To naprawdę podstawa, żeby podejmować słuszne wybory, decyzje. Jak się nie jest pewnym, trzeba najpierw znaleźć właściwe pytanie.

9. Życie życiem innych bardziej, niż swoim.

Życie życiem innych jest normalne. Nie oszukujmy się. Jesteśmy tym gatunkiem zwierząt, który bez życia życiem innych ludzi by ześwirował. Ale zachowujmy umiar. Po prostu. To oczywiste, że są tacy, którzy wiedzą lepiej od nas, co u nas, ale dopóki przy tym wiedzą lepiej od nas, co u nich, to jest w porządku. Zrozumiałe?

10. Niedocenianie tego, co się ma.

Pamiętasz, jak się cieszyłaś na swój pierwszy rower? Jakąś książkę? Drobiazg od przyjaciółki? Czyjś gest? Czasami totalne detale wprawiają nas w poczucie szczęścia. I natychmiast o nich zapominamy, przypominając sobie tylko na specjalne wywołanie. Większość czasu widzimy to, czego nie ma. Brzydka pogoda, kłopotliwe dziecko, marudzący partner, trudne sytuacje w pracy. Wszystko jest kwestią podejścia. Mogłoby się (czasami pewnie) niektórym zrobić głupio, że nie dostrzegają tego co jest i nie wyciągają z tego tego, co najlepsze.

Czy mi się to zdarza? Pewnie. Nie zmienia to faktu, że to idiotyczne.

Tracimy życie, zamiast je widzieć. Zawsze można po prostu skorygować spojrzenie, kurs, podejście. Dla siebie.

11. Najważniejsze: kreowanie wizerunku.

Najgorszym wynalazkiem jest kreowanie wizerunku. Personalne kreowanie wizerunku. Z założenia ma w sobie fałsz, sztuczność. Budowanie roli, maski, pozy. Oddalenie się od siebie. O ile jest to zasadne w przypadku ludzi sztuki (aktorów, piosenkarzy itd), gdzie ich rola sceniczna ma być czymś innym, o tyle w przypadku wszystkich innych osób uważam to za dramatyczne oderwanie się od siebie. Niektórzy kpią ze słów „bądź sobą”. Niestety to jest szalenie prawdziwy apel. W czym rzecz? W rozwoju osobistym, a nie kreowaniu wizerunku. Czy to nie to samo? Zdecydowanie nie. Jak wspomniałam, wizerunek wykreowany MA z założenia nie być obrazem osoby, która go prezentuje. Przez to nie powinno się oceniać aktora przez pryzmat granej postaci, autora książki przez pryzmat bohatera książki. Ale jeśli ludzie kreują siebie, w pojęciu właśnie wchodzenia w rolę, to skazują się na poczucie nieszczęścia. To trudny problem naszych czasów. Pozostawiam do zastanowienia.

Osobiście jestem jak najbardziej za rozwojem osobistym, poznawaniem siebie i pracą nad swoimi cechami, które uważamy za utrudniające nam samorealizację, czy spełnianie się w różnych obszarach. To ważne i potrzebne. Nie zmienia faktu, że celem ma być spójność ze sobą, swoim życiem, wyborami, pracą, relacjami. Poczucie autentyczności. Bez niego nie ma poczucia wolności.

A bez poczucia wolności, mamy pełny wachlarz frustracji, strachu, nienawiści, obaw, niepokoju. Wolność to nie jest kaprys. Wolność to najbardziej elementarna wartość.

Czy można jej nie chcieć?

Idiotyczne zachowania na pewno od niej odsuwają.

12. Patent na rację i słowa „nie da się”

Pierwsze: patent na rację. Zero możliwości rozmowy, polemiki, od razu obrażanie się i zamykanie w sobie, po ucieczkę od konfrontacji. Patent na rację niestety często cechuje rodziców (wystarczy posłuchać, jak się wymądrzają odnośnie sposobu wychowywania, szkolnictwa, medycyny i wszystkiego co ma związek z dziećmi. Kosmicznie dziwny świat. Dziś każdy ma patent na rację, a wszyscy są tak samo pogubieni. Dziwne.) Żeby nie było: Też sobie często ten patent przypinam do mankietu, nie jestem gorsza. Tylko mieć rację w świecie biznesu jest mniej dziwne, niż w kwestii wychowywania cudzych dzieci 😉

„Nie da się.” Słowa, na które mam alergię. Naprawdę. Stoją za nimi inne – nie umiem, nie wiem jak, nie chce mi się. Jeśli coś jest niewykonalne, to się to tak nazywa. „Nie da się” to tylko wymówka. Idiotyczna.

13. Brak dystansu do siebie.

Oczywiście nie można mieć dystansu do siebie. To logicznie bez sensu. O co chodzi? O to, że tak trudno czasami wyluzować, zripostować, uśmiechnąć się. W takie deszczowe dni, gdy sprawy lecą jak opętane na głowę, gdy ludziom w około też trudno się uśmiechnąć, najlepiej jest pomyśleć: Jestem gdzie jestem, jest OK. Niech sprawy małe nie przysłaniają dnia. Trzymajmy smutek, czy inne emocje mniej pozytywne na sprawy duże, ważne. Codzienność jest jaka jest. Doceniajmy to. Nawet, to, że komuś chce się poświęcić czas na uszczypliwość. Jemu to może poprawić nastrój, a po nas po prostu spłynąć jak po woda po kaczce. Ważniejsze, gdy komuś chce się do nas uśmiechnąć, porozmawiać, powiedzieć „z nikim nie jest jak z Tobą”. To wystarczy. Brak dystansu jest idiotyczny. Nie wszyscy dojrzewamy w ten sam sposób, w tym samym tempie, tymi samymi drogami. Dystans do siebie oznacza tak naprawdę ustawianie i szybką optymalizację odpowiedniej optyki. Na wszystko.

Mało co daje mi takie poczucie siły, jak poczucie wolności i możliwość samostanowienia. Czy są ludzie, którzy tego nie chcą? Nie wiem. Może boją się nawet o tym pomyśleć.

Pielęgnowanie słabości jest o wiele łatwiejsze.

Zdjęcie: Smok Wawelski. Kraków 06/2017

Reklamy

2 myśli na temat “Idiotyczne zachowania dorosłych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s