Wielka przemoc. Dość. 

Chciałabym pisać o czymś lekkim i przyjemnym, ale jeszcze nie pora. Nie chcę udawać,  że nie widzę. Bo nie pora na to.

Przemoc. Niewiele z nas – ludzi lat  ’70 – może powiedzieć,  że nie było bitych w dzieciństwie. Każdy chociaż raz dostał lanie.  Ba, wielu uważa,  że to było dobre i wychowawcze. Dramat.

Wielu kobietom nie przyśniło się nawet rzucić w diabły prześladującego męża. Strach. Wstyd. To czasy, gdy wstydziła i nadal wstydzi się ofiara a nie prześladowca. Czy coś się zmieniło?

Głośno o sprawie żony posła. W końcu jakaś kobieta mówi „dość”. Ja nie mogę ogarnąć, dlaczego dopiero teraz. OK. Lepiej późno, niż wcale.

Naprawdę. W życiu widziałam kilka razy mężczyznę bijącego kobietę. Byłam nastolatką. Bezradną. Nie mogłam nic z tym zrobić. Mogłam tylko przysiąc sobie,  że w życiu nie dam się uderzyć mojemu mężczyźnie.  Że nigdy z takim nie będę. I tak jest. W życiu dorosłej kobiety nie zdarzyło mi się to nigdy. I tak ma być. Mój mężczyzna nie podniesienie na mnie ręki.  Bo jest 100% facetem,  który nie wykorzystuje swojej fizycznej przewagi. Jest granica szacunku,  której się nie przekracza.  Nigdy. Można przeginać, przesadzać na różne sposoby,  ale przemoc nigdy nie przejdzie. Ani fizyczna, ani psychiczna.

Zastanawiam się,  co w takich mężczyznach wyzwala prawo do uderzenia żony. Jak działa ten mechanizm.  Nie mogę tego pojąć. Ogarnia mnie wściekłość,  gdy o tym myślę.

Zastanawiam się,  czemu kobiety na to pozwalają. Naprawdę.  Dlaczego?  Dlaczego?

No dlaczego?

Dlaczego mężczyzna nie zobaczy chwilę wcześniej w jej oczach tego, co jest pierwotnym wręcz odruchem wściekłości, komunikatem – zrób to, a pożałujesz. Dlaczego nie zablokuje go jej duma.

Dlaczego mężczyzna widzi strach?

Dlaczego, kobieto droga, się boisz? Dlaczego nie odejdziesz natychmiast,  gdy chociaż raz ciebie skrzywdzi? Dlaczego?

Wstyd? Strach? A można się wstydzić za to, że się wybrało drania? To on ma się wstydzić,  nie Ty. Wyłącznie.

Kurcze.  Jestem kobietą o bardzo trudnym charakterze. Potrafię doprowadzić do szału i siebie i mężczyznę. Każdy mój związek to huśtawka między niebem a piekłem, chociaż większość jest jednak łagodna. Nigdy w tym jednak nie było przemocy. Nigdy. A naprawdę mogła być. Może bycie połączeniem furiatki z oazą spokoju, damy z wariatką daje mi immunitet. Nieprzewidzialność chroni. Nie wiem. Może też po prostu faceci ze skłonnościami do przemocy mnie unikali. Nie mam w sobie tego, co pozwala wyzwolić przemoc. Gdy patrzę na kobiety zaznające przemocy, nie uciekające od niej, to naprawdę się zastanawiam, skąd facet wie, że ona nie będzie się ewakuować,  bronić,  uciekać,  mścić. Krzyczeć. Przecież to są różne kobiety. Nie ma jednego szablonu czy profilu. Żadna cecha nie determinuje podatności. Nie jawna. Chyba. Szybciej przyciągałam mężczyzn, którzy mówią kobiecie,  jak ma żyć i o wszystkim decydują sami, ale z nimi łatwo sobie poradzić.  Pikuś. Dlaczego takich?

Nie wiem.

Chociaż…  Chyba wiem. Mniej więcej.  Bo to może być podobny mechanizm,  jak w nienawidzonej pracy. O tym następnym razem. Bo to faktycznie jest tak, że trzeba mocnego wstrząsu, przesady, przekroczenia granicy poczucia własnej godności, żeby zacząć działać. No tak.  To pewnie ten sam mechanizm. Ale działania powinny być te same – wiać,  a jeszcze dać odczuć, że granice zostały przekroczone. Bez tego ciężko unikać powtórzeń. Nawet jeśli to jedyna droga do budowy poczucia wartości i nie wmawiania sobie,  że to nasza wina.

Znasz „Wielkie kłamstewka”?  Fenomenalny serial HBO. Z wielu powodów. Szczerze polecam.

Tam wątek przemocy przewijania się w nieznośny sposób. Ale znając życie i różne opowieści,  także nieznośnie prawdziwy.

Zastanawiam się też,  jak w tym wszystkim ma się feminizm. Zdałam sobie sprawę, że niesłusznie się od niego odcinam. Po prostu jest tyle obszarów feminizmu,  tyle punktów ciężkości,  że nawet jeśli z którymś się nie identyfikujemy,  to nadal pozostaje multum innych, niemniej ważnych.

 

Jestem feministką.

Bardzo kibicuję kobietom, żeby się nie bały, nie wstydziły. Żyły naprawdę sobą. Nie bały się rzucać facetów,  szukać szczęścia, spełnienia we wszystkim, co się da. Błędem jest patrzeć na takie,  które nie zaznały nigdy nic takiego i czucie się gorszą. Tak naprawdę wiele kobiet dzisiaj jest silnymi i mają odpowiednie poczucie wartości właśnie dlatego że są zahartowane. Właśnie dlatego,  że przeszły coś trudnego. Te, które nic dramatycznego nie przeżyły… W sumie nie wierzę,  że takie są. Po prostu o tym nie opowiadają. Nie musiała to być przemoc. Ważne, żeby nie poddawać się. Mimo, że czasami rodzina, czy przyjaciele mówią,  że coś jest normalne.  Jeśli nie jest nam w tym dobrze,  to nie jest. Trzeba działać.

Mamy jedno życie. Ono przemija. Cholernie źle jest oddawać je strachowi.

Lenistwo jeszcze zrozumieć można, bo wygoda jest pociągająca, ale nie strach. To już wybór.

Tak sobie wyobrażam,  że kobiety tkwią w zakłamaniu, bo to jest pozornie bezpieczne. Doskonale wiem,  jak łatwo ulec złudzeniom. Doskonale wiem,  jak nie warto. Chińskie przysłowiowe mówi,  że aby mogło przyjść nowe, trzeba zrobić mu miejsce. Won z tym, co szkodzi.

Moment pozornej tęsknoty jest tak krótki,  że naprawdę można go jeszcze porządnie wykorzystać na oddech. To jak rzucanie palenia. Paliłam prawie 20 lat, a dziś,  jakieś prawie 5 lat bez papierosa  nie wiem,  po co to robiłam. Serio. To ten sam mechanizm. A w międzyczasie przeżyłam kilka dramatycznych i cholernie stresujących momentów, które spokojnie by mnie wytłumaczyły z ponownego papierosa. To już wolałam w takich momentach inne używki. Fajki nie wchodzą w rachubę.  To gówno wciąga błyskawicznie. Pewnie jak pozostawanie w szkodzącej sytuacji. Palenie powodowało,  że czułam się słaba. Serio. Rzucenie fajek, było kluczowe,  żeby poczuć,  że decyduję o sobie. Dla każdego co innego będzie takim działaniem. Odcięcie od czegoś,  co szkodzi jest bezcenne.

Feminizm przede wszystkim powinien pomagać kobietom odzyskać siły,  pewność siebie, otworzyć skrzydła,  uwolnić dzikość, która jest źródłem siły i spokoju. Tak. Właśnie spokoju. Gdy jestem pewna siebie,  to jestem spokojna. Wystarczy,  że wiem, że w razie zagrożenia wychodzi ze mnie czysta furia. Z wiekiem coraz rzadziej musi. Trochę szkoda. Jestem bardzo poukładana ze światem. Siła i delikatność w 100%. Tylko to był i jest proces.

Czasami się zastanawiam też,  jak można opowiadać o szczęściu,  czy spokoju komuś,  kto z niepewnością wraca do własnego domu? Może właśnie tak, jak komuś,  kto nienawidzi swojej pracy, a codziennie tam idzie. Że trzeba to zmienić. Dla siebie.

Nie wiem.  W moim życiu dzisiaj też jest kilka spraw,  które spędzają mi czasami sen z powiek,  albo doprowadzają do łez, ale za żadną z nich nie stoi poniewieranie mojej kobiecości, czy mnie jako człowieka. Mimo obłędu otaczającego świata. Mimo agresji w mediach,  reportaży o nieszczęściu, odczuwalnego czasami zagubienia ludzi. Mimo tego, że świat ciągle chce nam mówić jak żyć. Mimo wszystko żadna ze spraw nie jest związana z tym, co odbierałoby sens bycia sobą. Nie, nie twierdzę,  że życie jest tylko sielanką. Wyrosłam z bajek. Trzeba je brać ze wszystkim, co przynosi. Po ludzku. Bywa cudownie,  bywa mniej.  Bywa nerwowo,  bywa cicho. Bywa namiętnie,  bywa nudno. Tylko do cholery, nigdy nie godźmy się na brak szacunku.

Kobiety.  Nigdy.

To naprawdę najważniejsze założenie,  które powinno być widoczne w naszych oczach.

Proste: szanuj siebie i oczekuj tego od innych.
Każda z nas powinna mieć to w sercu. Wtedy razem możemy dalej zmieniać świat. Do tego czasu świat musi poczekać.

To najkrótsza definicja feminizmu: szanuj się i oczekuj tego od innych.

 

Zdjęcie: plakat HBO do serialu Wielkie kłamstewka

Advertisements
Informacje

emancypantka | kocham wolność i szukam równowagi między skrajnościami (smart&slow).

Napisane w 100% bycia 40tką
2 comments on “Wielka przemoc. Dość. 
  1. Droga M. Przecież wiesz, wychowanie, wzory niesione z dzieciństwa, zwłaszcza dla nas urodzonych w latach 70tych, granice notorycznie przesuwane w tzw. dobrych małżeństwach, powodują że wiele kobiet „godzi się” na brak szacunku, na przemoc. Na „miodowe miesiące”, szczególnie jeśli takie emocje były dla nich „codziennością” w dzieciństwie, to teraz nie potrafimy żyć inaczej, przyciągamy, trwamy, brakuje siły by wyjść. W małych miejscowościach, nadal skutecznie blokuje „wstyd” przed innymi, sąsiadami, rodziną. Dobrze że co raz więcej o tym w mediach, aczkolwiek rząd cały czas skutecznie (niestety) próbuje powrotu do tamtych czasów i modelu „rodziny”.
    Smutno mi gdy to czytam i tylko mam nadzieję że dla moich dzieci, codziennością wyniesioną z domu będzie szacunek. Dla siebie samego i dla innych.

    • Sarah Grace pisze:

      Tak, najważniejsze, że kobiety mówią dość. Następny krok to NIE – po pierwszym epizodzie. Najtrudniej jest zrozumieć, że nie ma czegoś takiego jak cudowny ojciec i mąż a przy tym jednocześnie oprawca w jakiś sposób. Ale naprawdę cieszy, że kobiety znajdują w sobie w końcu siłę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow LASARA on WordPress.com

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 216 obserwujących.

Instagram
Jakby ktoś chciał zacząć od początku, to tu. #begging #hel #poland #ilovepl #travelphotography Niezmiennie : równowaga między skrajnościami #madebyml #balans #stemple Nic nie musisz. Fajnie... Bo możesz. <wolność> #madebyml #stemple #wolność Dziękuję za miniony dzień #madebyml #stemple #thanks #likeapray #mantra #sea🌊 #sky #clouds #ship #sunyday #ilovepl #chillout #hel #nafalochronie #ontheway #piękna #foka #ilovepl #nature #animals #chillout
Licznik:
  • 35,085 hits
%d blogerów lubi to: