Ambicje – szczepionka przeciw bezmyślności

W tym roku po raz pierwszy od bardzo dawna Dzień Kobiet zamienił się w manifest, głos o prawa kobiet. O prawo do wyboru. To mnie akurat cieszy, chociaż coś osobliwego jest w tym, że akurat w Dzień Kobiet zrobiło się o tym głośno i to na całym świecie (media bardzo przemilczały ten wątek i tego nie rozumiem), ale manifestacje były faktycznie ogólnoświatowe. I bardzo dobrze.

Chociaż,  jako kobieta, doskonale znajduję się w męskim świecie (to akurat wynika z branży, w której pracuję, a do tego mam pozycję, która daje mi duże poczucie sprawczości i decyzyjności), to obserwuję, że coś złego się dzieje z kobiecymi ambicjami.

Feminizm wywalczył dla nas prawo głosu, prawo do edukacji, idzie w stronę równouprawnienia w wielu obszarach. Spotyka się to oczywiście ze sprzeciwami, ba, wielu postulatów sama nie popieram jak chociażby narzuconego parytetu, ale w wielu punktach jak najbardziej rozumiem potrzebę zbudowania równości, jak chociażby w obszarze wynagrodzeń, czy prawa do opiekowania się dziećmi (za niesprawiedliwe uważam, że ojcowie tak rzadko wygrywają sprawy o opiekę, chociaż bardzo jej chcą, a głośniej się mówi o zaleganiu z alimentami). To są jednak trudne sprawy i najlepiej, żeby jak najczęściej ludzie się po prostu między sobą dogadywali, porozumiewali na płaszczyźnie relacji, a nie przez sądy. To inny wątek.

Sama jestem emancypantką, wolność jest dla mnie bardzo ważna, wolność słowa, wolność wyrażania siebie i decydowania o sobie, wolność wyborów. Do tego uważam, że obecnie za dużo uwagi poświęca się ludziom, którzy tym wartościom zaprzeczają, którzy obrażają kobiety (ba, nie tylko mężczyźni, ale też same kobiety są w tym gronie), którzy nie chcą zmian a wręcz przeciwnie, popierają ograniczenia dla kobiet, którzy jawnie uważają kobiety za głupsze, albo wyzwolone za awanturnicze ladacznice. To niedorzeczne, że takich ludzi cytują media na pierwszych stronach. Jakby dawały im poparcie (chociaż oczywiste, że chodzi tylko o wywołanie burzy i emocji). Ale to inna kwestia, na odrębny wątek.

Mnie zastanawia i niepokoi coś innego. Sama jestem kobietą określaną jako nowoczesna, samodzielna, samowystarczalna, ambitna, waleczna (chociaż stawiam mocno na dyplomatyczne narzędzia). Poniekąd słusznie, bo faktycznie od kiedy pamiętam, samodzielność była dla mnie ważnym celem. Bardzo ważne było dla mnie zarabiać na siebie, nie prosić nikogo o pieniądze, nie być przez nikogo rozliczaną, decydować o swoich zarobkach i wydatkach. Po drodze od nastolatki popełniłam mnóstwo błędów w tym obszarze, ale się na nich pilnie i boleśnie czasami uczyłam. Dziś mam 40 lat i bardzo dużą samoświadomość. Właściwie miałam ją już jako 30latka. Wcześniej był obszar szukania i nauki. Nauka trwa nadal, ale z innego poziomu. Nie w tym rzecz. Bardzo ważna jest dla mnie samodzielność. Bardzo ważne są dla mnie ambicje i to, co jest dla mnie osobiście godnością. Mocno pilnuję granicy między byciem kobietą, a różnymi rolami. Ważne jest dla mnie, że mój partner jest moim partnerem, a nie mężczyzną, który mnie utrzymuje.

Bardzo niekomfortowo czułam się jako panna, gdy spotykałam się z bogatymi mężczyznami na randkach i zabierali mnie np. do restauracji, na które nie mogłabym sobie wówczas pozwolić. Oczywiście dla wielu koleżanek byłam dziwna, bo przecież to normalne, że mężczyzna płaci. Owszem. Też się z tym zgadzam, ale moim ambicjom to przeszkadzało, że w razie czego, nie mogłabym zapłacić za siebie, bo po prostu tyle nie miałam nawet na koncie, albo byłoby to prawie pół mojej ówczesnej pensji. Dziś już nie ma takich miejsc,  w których nie mogłabym za siebie zapłacić (nie w Polsce), ale wtedy, gdy tak było i sporym wydatkiem był dla mnie mak, było to dla mnie niewygodne. Owszem, oczywiście nie robiłam scen, nie wykłócałam się, że „ja płacę”, ale nie imponowało mi to. Nie imponuje mi, że mężczyzna może więcej ode mnie wydać. Bardzo niewygodnie się w czymś takim czułam i czuję. Ważne jest dla mnie bycie mniej więcej równym partnerem. To też definiują dla mnie ambicje. Oczywiście nie chodzi o to, żeby nie być z kimś, tylko dlatego, że zarabia więcej. Nie w tym rzecz. 

Do czego zmierzam? Coraz częściej słychać niezadowolenie kobiet z faktu, że MUSZĄ pracować. Coraz częściej słychać głosy, że kobiety, które pracują, zamiast siedzieć na utrzymaniu męża, to frajerki, coraz częściej słychać głosy, że kobiety wolałyby siedzieć w domu i się nim zajmować. Albo i nie. Nie mówię, że to jakiś ogół, ale naprawdę jest tych głosów za dużo.

Trochę mnie to przeraża. Po pierwsze, dlatego że kobiety pokazują tym brak ambicji. To przede wszystkim. Nie wiem, z czego to się bierze. Wychowanie? Środowisko? Media? Niewłaściwy PR feminizmu? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego często już młode dziewczyny za autorytet nie stawiają sobie kobiet biznesu, kobiet samodzielnych przez sukces w nauce, czy sztuce, albo zawodach IT, dlaczego nie marzą o byciu lekarzem, prawnikiem, managerem, czy HRowcem (chociażby po to, żeby naprawiać ten świat, bo wiele jest w nim do zrobienia, a dzięki miękkim kompetencjom jest to po prostu inaczej realizowane – świat biznesu naprawdę potrzebuje kobiet), czy politykiem, albo opiniotwórczą blogerką. Tak się zastanawiam, gdzie jest błąd? Gdzie to się gubi, że młode dziewczyny marzą o życiu wśród ubrań i kosmetyków, zamiast przed wyznaczonymi ambitnymi celami. Dlaczego kobiety mojego pokolenia są rozczarowane i gdyby mogły, to by uciekły do kuchni i z niej nie wychodziły? Dlaczego ciągle promuje się kobiety gotujące, zajmujące się domem i dziećmi, zamiast pokazywać też te, które mają ambicje zupełnie gdzie indziej, albo najlepiej po środku. Może brakuje naprawdę wzorców, kobiet które nie latają w kosmos (chociaż kobiety w NASA to też cudowna działka, tak samo jak na uczelniach w roli naprawdę odnoszących sukcesy aktywnych naukowców). Wiele kobiet odnosi sukcesy w biznesie jako prezeski, czy właścicielki dobrze zarządzanych firm. Często się je niesprawiedliwie maskulinizuje, jakby specjalnie osłabiało się ich kobiecość, sprowadzając do męskich cech i funkcji, jakby tylko mężczyźni mieli decyzyjne pozycje.  Jakby pokazywało się, tak taka kobieta odniosła sukces, ale czy ona na pewno jest kobieca, no nieee… To okrutne i niesprawiedliwe.

Piszę o ogólnych mediach, o ogólnych źródłach, do których sięga przeciętny człowiek. Owszem, kobiety biznesu, czy sukcesów w różnych obszarach (innych niż parenting czy gotowanie) są opisywane, ale w magazynach bardziej luksusowych czy branżowych, do których przeciętna kobieta nie zajrzy, bo myśli, że to nie jej świat. Może przez to czują się gorsze i zaniżają swoje ambicje?

Nie wiem, nie znalazłam żadnych badań na ten temat, ale mam wrażenie, że kobiety są w sporym wycofaniu. Mimo faktu, że spora część właśnie odzywa się coraz głośniej przeciwko nierówności, to nie wiedzieć czemu nie mają poparcia od samych kobiet. Za dużo kobiet jest w roli ofiary, za dużo skarży się na swoje życie, zamiast je zmienić, za dużo kobiet boi się sięgać po swoje prawa. Nie mówię o  marzeniach czy rzeczach na dziś mało realnych (one są też oczywiście ważne, ale może w dalszym planie), bo zdaję sobie sprawę, że ciężko marzyć, gdy się ma pracę, której się nienawidzi, faceta który nie szanuje i dzieci, które nie słuchają. Tylko to naprawdę za mało, żeby zrezygnować z własnych ambicji. Żeby ich w ogóle nie mieć, albo żeby je lokować wyłącznie w chwili spokoju i chwili dla siebie.

Proponuję na początek olać te wszystkie teksty motywacyjne, typu „chcieć znaczy móc”, „świat należy do ciebie” itd, bo to bełkot. Natomiast bardzo chcę wierzyć, że kobiet z ambicjami będzie jednak coraz więcej, a nie coraz mniej. Niech nie dadzą sobie wmówić, że kobieta ambitna to kobieta gorsza, skrzywdzona, lecząca kompleksy. Kobieta ambitna nie daje się uzależniać, nie daje sobą manipulować, nie daje sobie wmawiać, co jej wolno, a co nie, co jest dobre dla niej, a co nie. Sama o tym decyduje, bo może sobie na to pozwolić.

Kobieta ambitna to kobieta wolna. 

Bardzo bym chciała, żeby jednak wiele kobiet, które zdają się mieć skrzywione podejście do tego, w porę otworzyły oczy i znalazły w sobie siłę do pielęgnowania tych ambicji. Nigdy nie jest za późno. I nie patrzcie na kobiety, które interesują się technologiami, nauką, psychologią biznesu, finansami, jak na kosmitki. One po prostu mają ambicje, które wykraczają poza nowe meble w kuchni czy parę butów. Dlaczego to ważne?

Każda może odpowiedzieć sobie na to pytanie sama.

Tu nie chodzi o władzę nad światem, tu chodzi o władzę nad sobą. Pozwalając na myślenie „niech mężczyzna mi kupi, bo od tego jest”, pozwala się na decydowanie za niego o swoim życiu. Takie myślenie może mieć kot o swoim właścicielu, ale nie kobieta o mężczyźnie.

Jeszcze nie jest za późno, żeby kobiety zrozumiały powagę sytuacji i wagę swoich własnych ambicji. Dla siebie. Dla swojego poczucia godności, żeby nie wyciągać ręki do innych „daj mi pieniądze, bo jestem kobietą i mi się z tego tytułu należy”, bo to też prowadzi w prostej linii do myślenia „jestem mężczyzną, ja płacę i decyduję”. Jakiś procent społeczeństwa niech sobie żyje w takim układzie, pewnie, nie chodzi o wyeliminowanie tego, bo niektórym to po prostu leży w naturze, ale naprawdę polecam mocno się zastanowić, czy się ma ambicje, gdzie się je lokuje i jak to wpływa na życie. Bycie kobietą to punkt wyjścia, tak samo jak bycie mężczyzną. Cała reszta zależy od naszych wyborów, poddania się narzuceniom,  wpisania się wygodne role, bądź podążania za swoimi ambicjami, a nawet marzeniami.

Cholernie dziwnie się dzieje ostatnio i chciałabym, żeby kobiety to po prostu zobaczyły. Osobiście znam wiele kobiet, które mają bardzo zdrowe i wyważone ambicje, ale jest nam ciągle za mało, a z tego co widzę z rozmów, to często wynika to właśnie ze strachu przed pomówieniem o udawanie faceta, albo z obawy przed potępieniem czy porażką.

Ambicje, zdrowe ambicje, naprawdę są teraz potrzebne. To jak ze szczepionką – zdrowa większość  chroni zdrowie niezaszczepionych. Ambicje są jak szczepionka przeciw bezmyślności (nie chcę nikogo obrażać, ale bezmyślność jest jak choroba, która łatwo może zamienić się w epidemię).  Kobiety, pielęgnujcie ambicje. Brak ambicji wcale nie powoduje, że życie jest łatwiejsze. Jest o wiele trudniejsze, bo nikt się z takimi kobietami nie liczy, są nieszanowane, pomiatane, często wykorzystywane. O wiele trudniej jest żyć, bez poczucia godności i poszanowania. A na to każda z nas musi sobie zapracować sama. Życie kobiety ambitnej nie jest łatwe, ale jest efektem jest wyborów. To zupełnie inny trud.

To jak z posiadaniem dzieci i zaangażowaniem w ich życie. Bycie rodzicem to ciężka praca, patrząc z punktu padania na nos ze zmęczenia przez kilka lat, ale w życiu tak jest, że nic co ważne nie przychodzi łatwo. Ważne jest, mieć poczucie spełniania się i sensu w tym zmęczeniu na koniec dnia. Bez ambicji nie jest to możliwe. Ambicje są kluczem do sensu w życiu. Do odpowiedzi na podstawowe pytania typu, czego chcę, dokąd idę, po co to wszystko? Kobiety ambitne przede wszystkim szanują siebie, a to już jest bezcenne. 

Mam nadzieję, że jednak większość kobiet ambicje w sobie będzie znajdować i pielęgnować a nie poddawać się słowom ludzi, którzy kobiet nie szanują.

 

Zdjęcie: tulipany, które dostałam od męża na Dzień Kobiet. 08.03.2017

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s