Dress code – jak nie oszaleć

Dress code to jest współczesny gorset, który kobiety nakładają z niewłaściwych pobudek. Ostatnio przeglądając internet trafiłam na poniższy materiał. LINK: biznesowy-dress-code-bledy-popelniane-przez-kobiety. Dlaczego o nim napiszę? Bo dotyczą mnie prawie wszystkie podane punkty. Wszystko byłoby zrozumiałe, gdyby nie uzasadnienie: „Jeśli chcemy, aby nas wysłuchano, nie możemy pozwolić sobie na odciąganie uwagi od tego, co mówimy.”

Hm. Czytam i nie wierzę.

Nie wyobrażam sobie, dlaczego w XXIw. wyemancypowane kobiety, pewne swojej wiedzy i kompetencji, z wieloma sukcesami zawodowymi na koncie miałyby się przejmować tym, czy coś odciąga uwagę rozmówcy. Jedynym kryterium powinien być gust i własny styl.

Oczywiście, to zrozumiałe, że są zawody, czy stanowiska, gdzie dress code będzie narzucony (bo stanowi mundurek, bądź prawie mundurek jak u pierwszej damy – stroje w których kobiety wyglądają często po prostu zgrzebnie, co się nazywa „elegancją”, bo tak wypada). Wszystkie inne kryteria powinny być dowolnie pozostawione naszej decyzji i rozsądkowi oraz dobremu smakowi. Niemniej, szalenie intensywnie podkreśla się, aby kobiety nie eksponowały swojej kobiecości. I właściwie pytam się: dlaczego?

Drogie kobiety. Większość dnia spędzamy w pracy, bądź w sytuacjach zawodowych czy biznesowych. Każda z nas ma jakiś styl, tylko wybierając ubrania oczywiście myślimy, czy coś się nadaje do pracy. to oczywiste. Wynikać to jednak powinno z faktu dostosowania do okoliczności a nie argumentu „czy nie jest zbyt kobiece”. To chore. Jesteśmy kobietami i nic tego nie zmieni, co najwyżej, sztuczny strój, daleki od naszego gustu i osobowości powoduje jedynie, że nie czujemy się sobą.

Dress code bywa różny. Pamiętam wiele lat temu w jednej z firm obowiązywał zakaz przychodzenia w jeansach. No to przychodziłam czasami w bojówkach i t-shircie. Bo tak. Bo nie było zakazu. Tylko, żeby pokazać, że to durne, bo fajne jeansy ze szpilkami i prostą białą koszulą to magia. Idiotyzmom czasami nie ma końca.

Naprawdę rozumiem zasadność niektórych wytycznych. Dla mnie są one oczywiste, ale jednak większość jest absurdalna w przełożeniu na realia. A naprawdę za najgorszy uważam argument, że mogłoby to odwracać uwagę od tego co mówimy. Wróć, owszem, mogłoby, gdybyśmy nie miały nic sensownego do powiedzenia. Zapewniam jednak, jako specjalista w swojej dziedzinie i wyrafinowany partner do rozmowy, że fakt, że siedzę w mini i mam na stopach lakierowane, czarne wysokie szpilki kompletnie nie ma znaczenia, gdy rozmawiamy o konkretach. Argument odwracania uwagi ma się tak, jak zakaz wydany mężczyznom nakładać doskonale dobrany garnitur i świetny krawat, bo rozkojarzy kobiety. Jeśli ktoś wygląda dobrze, a przy tym mówi z sensem, to jest to jego sprawą, jaki ma styl.

Powiem więcej: w świecie to wcale tak nie działa, że strój jest dowodem określonych kompetencji. Wiele, wiele razy miałam do czynienia z sytuacją, że człowiek w koszuli w kratę, albo szarym sweterku i jeansach, wyglądający zupełnie niepozornie,  okazywał się super ekspertem światowej klasy. Ludzie w garniturach nie mają z automatu więcej w głowie, jak i kobiety w zgrzebnych garsonkach.

 

Strój zawsze jest naszą wizytówką. To oczywiste. Istota sprawy leży w odczytywaniu tej wizytówki w odpowiedni sposób.

Życzyłabym nam wszystkim, żeby strój był dowodem naszego indywidualnego stylu a nie dress code. 

Ja nadal będę kierowała się własnym gustem, będę nosiła krótkie sukienki i lakierowane szpilki, bo lubię, a istotne jest – nie zmienia to faktu, że jestem naprawdę dobra w tym, co robię i jestem absolutnie równym partnerem do poważnej rozmowy biznesowej. Żaden dress code nie przekona mnie, że jest inaczej. Jestem na wyższym levelu komunikacji i relacji. Pozory nie mają dla mnie wartości i nie dopuszczam, żeby pozwalały też na ocenę mnie. Gdy mówię o rzeczach zawodowych, to nie ma znaczenia, czy mam na sobie jeansy czy sukienkę, bo i tak jestem  kumulacją kompetencji i wiedzy. Gdybym tej wiedzy nie miała, to nawet wygląd królowej angielskiej by tego nie zmienił i nie pozostawił moim rozmówcom pozorów. Owszem, zgadzam się z tym, że strój jest dowodem szacunku do rozmówcy, tylko to chyba też najlepiej można wyrazić poprzez swój styl a nie przebieranie się za kogoś, kim się nie jest.

Myślę, że to musi być bardzo smutne,  pomyśleć sobie, że nie miało się tak naprawdę swojego stylu, bo kierowało się tym „co wypada”, bądź co zostało narzucone (tak jak wspomniałam, pomijam, gdy jest to faktycznie konieczność i na własny styl pozostaje jedynie wąski margines życia prywatnego).

 

Cała sztuka polega na znajdowaniu złotego środka. Tylko trzeba go szukać, mimo porad takich jak w zalinkowanym powyżej materiale.

Wiem, że autorka chce dobrze i porady te mają głęboki sens w wybranych okolicznościach i zawodach, ale zdecydowana większość kobiet może sobie jednak pozwolić na budowanie własnego stylu wg własnego gustu  i raczej nie pozbawia ich to klasy, nawet gdy są w jeansach.

Faktycznie  to co w głowie, + nasza osobowość jest zawodowo z reguły najważniejsze. Cała reszta układa się na tym i na naszym poczuciu własnej wartości opakowanej we własny styl. To podstawa bycia współczesną damą i nowoczesną emancypantką. Nie dawajmy sobie wmawiać, że jest inaczej. Niech piszą co chcą (nawet kobiety – jak autorka cytowanego materiału), ale jednak same musimy wiedzieć, czego chcemy.

 

 

Zdjęcie: ja, w pracy, w ciepły dzień. Mam lakierowane szpilki (akurat nie czarne i wyższe, ale to przypadek) i nagie nogi, koszulkę na ramiączkach pod żakietem (akurat kolor bielizny mam dopasowany), mini spódniczkę i przy biurku torebkę z delikatnym logo marki, bo akurat moja torebka tak ma. 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s