Wyjdź poza linię

Owszem, jako dziecko bardzo lubiłam kolorować, lubiłam też takie obrazki na mini płótnie. Razem z braćmi to malowaliśmy. Potem miałam fazę odrysowywania, a na końcu tworzyłam swoje. Od wieków nic nie malowałam i nie rysowałam. Nie miałam też dłutka w dłoni i pewnie nie zrobiłabym nic sensownego. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym cholernym kolorowaniu, które stało się takie modne i ja się pytam „dlaczego?”

Podobno dorośli się przy tym relaksują. A mnie do szału (wewnętrznego) doprowadza ten narzucony wzorek, kolory. Na końcu cieszysz się, że zrobiłeś coś dokładnie tak, jak narzucił to ktoś odgórnie? Serio?

Dla mnie, ja zaczynam się dokładnie poza cudzymi liniami. Poza tą określoną formą. Owszem, mogłabym się zaprzeć w sobie, zawziąć i pokolorować wg wytycznych. Brrr. Okropne uczucie, na samą myśl. Dziś rano ponosiło mnie, wzięłam kredki (które trzymam dla dzieci, które u nas bywają), wzięłam kolorowankę (którą kiedyś gdzieś dostałam do książki) i się szybko wyżyłam. Kurde, jaką mi to dało przyjemność. Wyraziłam to, co czuję do takiej formy „relaksu”.

Dobrze, teraz przychodzi mi na myśl to, że takie odtwarzanie jest przecież podstawą tak wielu hobby, ale kolorowanie obrazków?? SERIO?

Szkoda każdej jednej sekundy.

Ja zaczynam się poza narysowaną przez kogoś innego linią. Ja chętnie koloruję wzory, które sama sobie szkicuję. Gotowe rozwiązania są światu potrzebne, oczywiście, w wielu obszarach, ba, prawie we wszystkim się poruszamy po szablonach i OK. Ale kolorowanie obrazków jest tak odtwórcze, że aż boli.

Nie wiem, czemu jest tak modne. Ta presja odtworzenia, trzymania się linii. Koszmar.

Gdy bazgrałam po kolorowance ze zdjęcia, podszedł Marcin

  • Co rysujesz z takim zawzięciem?

-Nic. Wyrażam swoje zdanie na temat takich kolorowanek. Pieprzone linie i narzucone kolory. I co to niby ma być? Pseudosztuka? Jak pokolorujesz obrazek, to masz talent? Bzzzzzdura. Wszyscy karmimy się złudzeniami, ale  bez przesady. Te kolorowanki są koszmarne dla dorosłego człowieka z założenia. Ja nie koloruję, ja jestem poza tymi liniami i nie będę ze świadomością się w nie wciskać. Ja się na tym po prostu wyżywam.

Naprawdę, interpretacja świata po swojemu od zawsze była i zawsze będzie wyzwaniem. To nigdy nie było i nie będzie proste, a ilość kombinacji pozostaje zawsze nieskończona, bo nowe rozwiązania dają nowe kombinacje. Na litość bogów, kopiowanie z radością to już przesada w formach marnowania czasu.  Czasami ktoś się chwali taką pokolorowanką. Nie umiem tego pochwalić, bo co tu chwalić? Umiejętność motoryczną poprowadzenia kredki w ramach linii i odtworzenie kolorów? Serio? Konfunduje mnie to u dorosłych. Jakbym miała pochwalić zrobienie babki z foremki w piaskownicy. Przez dorosłego.

Zabazgranie tego wzorku dało mi taką przyjemność odreagowania…

  • A co z pozostałymi? Czemu tylko jeden? – zapytał Marcin, gdy odłożyłam kredki do szafki.
  • Nie wszystko na raz. Następnym razem. Te cholerne szablony, ograniczają i tak zbyt często i sztywno.

-Albo oddasz kolorowankę swojej chrześnicy. Ona też tak umie.

🙂

Tak. Niewykluczone. Chociaż raczej jej kupię coś innego, a sobie tę zachowam, gdy będę czuła, że wchodzę w cudze ramy i linie i przestaję szukać swoich i je rysować…

 

 

Zdjęcie: „mój komentarz do kolorowanek dla dorosłych”. 2016.

 

 

PS. To się zaczyna, gdy się mówi dzieciom, żeby nie rysowały tak, czy inaczej, bo niebo ma być niebieskie a słoneczko żółte. To nie prawda. W kreatywności liczy się nie budowanie ograniczeń. To, że niebo jest niebieskie nie znaczy, że nie można go narysować na czarno. Na szczęście wielu rodziców to rozumie i nie ogranicza dzieci, bo wie, że kreatywność łatwiej zabić, niż rozwinąć. Często wiedzą to po sobie, bo ich rodzice ich tak prowadzili. Akceptacja dla odmienności jest tak szalenie ważna nie tylko w sztuce. To odmienność pcha świat do przodu, nie wiem, która cywilizacja zacznie to naprawdę rozumieć w pełni, a nie tylko poprzez jednostki…

Cudownie, że tak wiele osób to jednak rozumie. Jestem wśród nich. Całą sobą.

Reklamy

4 myśli na temat “Wyjdź poza linię

  1. No piekna ,zywa ekspresja! Rozumiem ten wewnetrzny bunt przed liniami nie do przekroczenia i tym bardziej przed wytycznnymi odnosnie koniecznosci uzycia takich, a nie innych kolorow (to drugie jest dla mnie wrecz niedopuszczalne). Jednak jestem zdania, ze kolorowanki dla doroslych sa swietna sprawa przedewszystkim dla tych, ktorzy w normalnych warunkach nigdy nie odwazyliby sie chwycic za przybory do rysowania, a tym samym nigdy, byc moze , nie odkryli by w sobie tej czesci siebie, ktora teskni za kolorem,namiastka tworzenia,przeobrazania i tego dziecka w nas.
    Kolorowanki,o ile nie narzucaja kolorow moga moim zdaniem byc takim budzikiem dla uspionej,zapomnianej kreatywnosci, a tak wielu ludzi tak wlasnie zyje.
    Do kolorowanek mozna podejsc rowniez tak : https://m.youtube.com/watch?v=5UfFP_Dd0UE

    Sama jestem plastykiem, a mimo tego doceniam kolorowanki,dla obcowania z kolorem bez potrzeby planowania,koncepcji i bardzo powaznego podejscia. to troche jak medytacja w koncu mnisi tybetanscy tez odtwarzaja mandale tyle ze z piasku. Postrzegam to w podobny sposob.
    Najwyrazniej w wielu ludziach potrzeba namiastki kreatywnosci jest tak duza, ze wybuchla taka popularnoscia kolorowanek. Nie moznaby tego zrobic tylko nakrecajac mode. Poza tym kolorowanki dodaja byc moze odwagi by sprobowac kiedys czegos wlasnego,taki wstep,rozgrzewka,trening wiary w siebie troche a moze nawet odkrywania siebie,gdy nagle odkrywa sie ze zdziwieniem ze jest w nasc jakis aspekt ktory uwielbia kolor,cieniowanie dobietanie barw…

    Polubienie

  2. Roześmiałam się. Cudowny post. Lubię jak ktoś ma odmienne zdanie niż 99% ludzi.

    Kiedyś pracowałam w Empiku, mogłam być więc świadkiem jak owe kolorowanki padały pod czytnik praktycznie codziennie. Sama któregoś dnia stwierdziłam, że sprawdzę cóż to takiego. Motywowało mnie to, że ma to niby odprężać. Funkcja pobudzania kreatywności nie interesowała mnie jakoś bardziej, bo na kreatywność nie narzekam, to 30 zł za nią nie będę płacić. No, za spokój mogę tyle dać. Kolorowałam w ogródku u siostry. Nie wiem, może to te komary i inne owady, może ptaki, może jakieś inne dźwięki natury, ale średnio się odprężyłam. Dodatkowo, machanie ręką dwie godziny to wielka udręka. Może to przez te nieszczęsne kredki z Tesco za 9,99. Razem 40 zł, za, powiedzmy, średni efekt.
    No i teraz przeczytałam Twój post i racja! Co to za pobudzanie kreatywności, kiedy po prostu śledzi się wytyczone granice i jedyne co, to nadaje im jakiś kolor. Nie można nic dodać ani ująć chociażby, no trzeba się dostosować i machać tą biedną ręką, aż powstanie coś, co czyni złudzenie jakby to było nasze, przecież granice zostały zatarte, pokolorowane, więc obrazek – kurde, jakby nasz!

    A zdjęcie – to istne dzieło sztuki. Naprawdę. Jest cudowne i zapiszę je sobie w komputerze jeśli pozwolisz. To zdjęcie mówi bardzo wiele.

    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s