Audyt małżeński

„Wystarcz chcieć”.

To może działać,  gdy się nie ma wyobraźni.

Pojęcie „audyt” nabrało nowego znaczenia. Ale ostatnio  wiele słów ma nowe znaczenie, oznacza nową jakość.  No i fajnie. Ja tam jestem elastyczna. Chyba że, nie.
Ale wracając do audytu.

Zrobiłam „audyt” małżeństwa. Co prawda do audytu normalnie powoływane są zewnętrzne i niezależne organy itd, ale co tam.

Fakty: małżeństwo od prawie 15 lat. Właściwie w kwietniu minęło 15 lat bycia razem.

Ale i tak nie nosimy obrączek, a ja noszę tylko pierścionek zaręczynowy. Na środkowym palcu.

Gdy się poznaliśmy na studiach, to się nie lubiliśmy. Chociaż byliśmy w innych związkach, bo miałam przebłysk, że to będzie mój mąż. Okropne uczucie. Uciekaliśmy od siebie 3 lata. Nawet „dziekanka” nie pomogła. [W życiu się nie przyznam, że ten związek to spełnienie mojego marzenia ;-)]

Między zaręczynami, a ślubem był odstęp 3 miesięcy, chociaż od decyzji do ślubu był miesiąc. Tak, da się i to na całkiem przyzwoitym poziomie. Pewnie dlatego, że wesele było dla rodzin i przyjaciół i też rodziny je w większości organizowały (a właściwie  moja babcia i mama Marcina). Dobrze im wyszło. Idealnie 🙂

Bywało i bywa bardzo różnie. Powodów miliony.

Zawsze jednak jedno jest najważniejsze: miłość.

Mimo, że jesteśmy jak ogień i woda, jak yin i yang, jak noc i dzień, jak plama i proszek do prania, jak słońce i deszcz, jak krem do rąk i smar samochodowy, jak  whiskey i mleko, to patrząc na siebie, po prostu wiemy.

 

I co by nie było dalej, to to jest tym, o czym mówi się „miłość”.

 


Z tym „wystarczy chcieć” to niezła ściema, tak na marginesie. Każdy wybór jest zero-jedynkowy. Jeśli miałam np. przed mężem kilku partnerów, to nie mogłam być dziewicą wchodząc  w związek z nim. Czasami się zastanawiałam, czy bym chciała i za każdym razem dochodzę do wniosku, że to nie ma znaczenia. Jak i w przypadku mężczyzny.  Kult dziewictwa jest szalenie przereklamowany. Sprowadzanie do niego czegokolwiek jest niezłym reliktem przeszłości, chociaż jeszcze za moich czasów spotykałam mężczyzn, którzy byli gotowi ożenić się z dziewczyną, tylko dlatego, że dostaliby też jej dziewictwo. Naprawdę.

Nie wiem, czy dziś młodzi o tym jeszcze w ogóle rozmawiają, czy ma to dla nich wartość, ale ja zawsze szłam „pod prąd” i w wielu względach robiłam to z dziką satysfakcją. Tak te wspominki początku związku i małżeństwa zagoniły mnie do tak dawnych czasów, że się uśmiechnęłam. Na ówczesną zaściankowość i zacofanie (nazywając rzecz po imieniu) byłam nieznośna.

Dlaczego Marcin został moim mężem? Bo jest i był szalenie inny. Jest najbardziej oryginalnym i wyjątkowym mężczyzną jakiego znam. Poznałam w życiu i poznaję nadal dziesiątki mężczyzn, cudownych, naprawdę, niesamowitych, którzy potrafią mnie zachwycać, ale Marcin to Marcin. Patrząc na niego po prostu wiem, że to on. Już w przedszkolu (leżakując obok mojej ówczesnej miłości – Adasia, słodkiego blondynka w rajtuzach, przy którym tego jednak nie czułam, chociaż kochałam go miłością 4 -latki) wiedziałam, że jak to się wydarzy, to będzie oczywiste. Nie było oczywiste nigdy, poza uczuciem do Marcina. Zawsze są i były jakieś wątpliwości.Nie przy nim, co było i jest przerażające.

Chyba najważniejsze dla mnie i mojej chorobliwej potrzeby  poczucia niezależności jest to, że przy nim, jako pierwszym, nie straciłam poczucia wolności. Stąd pewnie ten pierścionek zaręczynowy na środkowym palcu. 

Małżeństwo musi być dla mnie takie jak ja – lepiej niech będzie szalone, ale nie nudne. Niech będzie takie, jakie jest.

 

Koniec audytu.

 

 

 

 

Zdjęcie: Plaża w Jelitkowie (Gdańsk)  08.05.2016

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s