Kiedy się leczyć psychicznie?

MSN od którego zaczynam czasami dzień, zamieścił zestawienie Gwiazdy vs choroby psychiczne. Nikogo na pewno nie dziwi, że ludzie sztuki mają wrażliwość, która wystawia ich na większe ryzyko zachorowania na depresję. Wszelkie zaburzenia psychiczne są wpisane często w życie ludzi o określonej wrażliwości. Niektórzy nabywają odporność, tworzą skórę twardą jak u smoka,  za którą spokojnie się chronią, jak w zbroi, niektórzy nie nabywają tej odporności nigdy. I cierpią z uśmiechem na ustach.

Zamiast się leczyć.

Albo i nie, bo nie każdy ma ochotę się uśmiechać.

Ponieważ sama przeszłam w życiu przez piekło i wiem, jak cenny jest wewnętrzny spokój, ponieważ przerobiłam choroby typu depresja, anoreksja, nerwica, stany lękowe, bóle o podłożu somatycznym (tak, można cierpieć fizycznie z nadmiaru stresu). Na wszystko patrzę z perspektywy czasu, bo było to już kilka lat temu, ale wiem, co to znaczy usiąść i nie mieć siły wstać,  nie mieć już siły, ani ochoty, ani chęci, a przy tym zachowuje się cień nadziei, że jeszcze jednak będzie się normalnie żyć i życiem po prostu cieszyć.

Wszelkiego typu zaburzenia psychiczne są jak wirus opryszczki. Nie wiadomo czy i kiedy wrócą i kto to złapie. Lepiej wiedzieć, co robić, gdy się coś dzieje.

Czemu o tym piszę? Bo po pierwsze, terapie uważam za jeden z lepszych wynalazków naszych czasów. Dzięki popularności terapii w USA i temu, że sama z powodzeniem przeszłam swoją, czuję się jak bogini. Och wait. I tak się tak czuję. Po drugie, chciałabym propagować podejście, które jest najzdrowsze: nie na wszystko działa lek „rozmowa z przyjacielem”. To należy sobie jasno powiedzieć i nie traktować przyjaźni jak leku na wszystko. Tak nie jest. Relacja z terapeutą jest czymś zupełnie, zupełnie innym. Ba, to nie jest przyjaźń, chociaż jest to oczywiście otwartość, jaką nie podzielimy się czasami z nikim. Nie wiem, ja przynajmniej mam świadomość, że życzliwość terapeuty nie służy „zaprzyjaźnieniu się”. I nawet bym tego nie chciała, bo przyjaźń działa w obie strony i  z terapeutą nie spotkamy się na kawę i ploty na mieście.

Niby oczywiste, ale jednak znowu niekoniecznie, bo słowa „a może idź do psychologa?” są w Polsce odbierane jako atak i kwitowane odpowiedzią „przecież nie jestem nienormalny”, albo „nie, jeszcze tak źle nie jest”.

Raczej jest odwrotnie. 

Tylko dla mnie to, że psychologia w praktyce jest tematem tabu jest kompletnie nie zrozumiałe. Wszystkie inne specjalizacje, spoko. Psycholog – Ale, po co, ale na co to komu? A to powinno być na topie specjalizacji, które się odwiedza w razie potrzeby. 

Na zachodzie to oczywiste i nikt nie robi z tego tajemnicy czy problemu. To oczywiste, że się leczymy, gdy coś nas dopada. To logiczne. Właśnie zaniechanie działania jest problemem.

Życie upływa, mamy je jedno i jeśli tylko to możliwe, to po prostu zróbmy wszystko, żeby było nam w nim dobrze, a innym z nami.

Oczywiście biorę poprawkę na fakt (udowodniony naukowo), że są ludzie, którzy specjalnie chorują, żeby się chować za swoją chorobą i wymuszać zainteresowanie, oczywiście to też się leczy, ale jak we wszystkim, najważniejsza jest wola i chęć. Nie każdemu na tym zależy, żeby być zdrowym, bo to oznacza samodzielność i odpowiedzialność za siebie.

Z wizytą u psychologa jest na początku jak z nałogiem i jego rzucaniem. Wydaje się nam, że możemy pójść w każdej chwili, ale teraz nie ma potrzeby. Wydaje się nam, że kontrolujemy sytuację, siebie, swoje samopoczucie, a że czujemy się tak, jak się czujemy, to przecież normalne. Nienormalne się robi dopiero, gdy pozwalamy, żeby ciągnęło nas w dół.

Jakiś stan zaczyna nam poważnie i trwale szkodzić, niszczy nas pomalutku, tak bardzo pomalutku, że prawie niezauważalnie. Łatwo to przegapić, bo i my sami się z tym oswajamy, uczymy się szybko tłumaczyć jakieś zachowania, uczymy się uśmiechać mimo bólu czy pustki, uczymy się zagłuszać to, co w nocy i tak nie daje spać, albo rano nie pozwala wstać. I z tym można żyć. Miliony ludzie tak żyją. Miliony ludzi po prostu nie wiedzą, że tak nie musi być. Można iść na terapię i zacząć coś z tym robić, żeby poprawić standard swojego życia.

Wiem doskonale, że to nie jest pozornie proste. Przyznam jednak, że dla większość z nas, to kwestia wyboru. Owszem, też finansowo. Owszem, terapie z reguły kosztują, ale wiem, że są ośrodki, gdzie można się udać na terapie prowadzone bezpłatnie. Pewnie w każdym większym mieście.

Wymówek można stworzyć pewnie cały katalog od A do Z. Jeśli ktoś nie chce sobie pomóc, to i tak nikt i nic go nie powinno nawet zmuszać. Każdy, absolutnie każdy, musi chcieć. Dlaczego? Z jednego prostego powodu – żeby zobaczyć, jak cudownie jest, gdy jest dobrze. Jeśli się cierpi a marzy się o tym, żeby zobaczyć, jak to jest, to terapia może być najlepszym (jak nie jedynym) sposobem spełnienia tego marzenia.

Owszem, to czasami praca na lata, ale niekoniecznie. Owszem, to czasami też właśnie poświęcenie czasu i środków przez dłuższy czas, ale niekoniecznie. Ale po drugiej stronie jest do wyboru niemoc i powolne samo-niszczenie, albo po prostu tracenie czasu.  Zdaję sobie sprawę, że trafienie na dobrego psychologa (dla nas), może być trudne, ale gdy się już trafi, to zmiany idą lawinowo. Naprawdę lawinowo.

Wiecie, to nie jest prawdą, że zawsze jesteśmy w stanie sami sobie pomóc. Samodzielnie samopoznanie, dla zrozumienia pewnych mechanizmów, jest po prostu czasami niemożliwe. Potrzebna jest osoba trzecia i to doświadczona. Od tego czasami mamy przyjaciół, tylko w przyjaźni zawsze pojawia się ten problem, że przyjaciele idealizują, albo mówią czasami to, to chcemy usłyszeć, ale to też jest ważne, bo przeważnie w takich momentach to jest tym, co przyjaciel powinien powiedzieć. To jest ta granica między terapeutą, a przyjacielem. Z resztą, przyjaźń (z założenia) jest na całe życie, terapia to proces (z założenia) skończony w czasie (chociaż w USA podobno wcale nie, tam dobrze jest mieć terapeutę i wcale tego nie kończyć).

Kluczowa jest myśl i decyzja – Nie chcę tak dalej żyć. Chcę sobie pomóc, chcę to zmienić, jak jest. Chcę iść dalej.

Wszystko jest dla ludzi i skoro działamy, gdy nas bierze grypa, to działajmy, gdy nas bierze coś, co może się niepotrzebnie ciągnąć echem latami.

Kiedy iść do psychologa

Podsumowując: wszelkie stany psychicznego dyskomfortu, czarne dziury, marazmy, otępienia, poczucie nieszczęścia, pustki, długotrwałego zniechęcenia, skrajnej alienacji (nie dotyczy pustelników, mnichów itd – jeśli jest kwestią wyboru) wg mnie można spokojnie potraktować jak nałóg. Wiesz, dobra whiskey od czasu do czasu jest ok, jeden papieros raz na tydzień jest ok (podobno są tacy, którzy tak potrafią), smutek jest ok, dół czasami jest ok, nawet rozpacz czasami jest objawem normalnym, nawet chwile „Kur(*)!, mam dość” są ok. CZASAMI!. Ale gdy się stan taki, jest stanem permanentnym, albo jest nim od kiedy pamiętasz, to pomyśl, że można to po prostu wyleczyć. Żeby była jasność, tego typu schorzenia naprawdę dopadają wszystkich. Jak dla mnie, najlepiej by było, gdyby ludzie nie ukrywali takich stanów (nie przesadnie) a już zupełnie, żeby nie ukrywali, że coś z tym robią, że się leczą, chodzą na terapię i się temu nie poddają. Najgorsze jest demonizowanie terapii, ba, wstydzenie się ich, bo powszechnie to objaw słabości pt „nie radzisz sobie ze sobą”. Na co odpowiedź jest prosta -„Nawet jeśli tak, to robię z tym coś. A Ty??”

To jak by wstydzić się grypy. Nie mamy wpływu na to, że ją łapiemy, ale mamy wpływ na to, czy szybko przeciwdziałamy rozwojowi, dbamy o siebie, żeby szybko minęła bez skutków ubocznych, które są najgorszym powikłaniem w razie rażącego zaniedbania. Oczywiście, można ją przechodzić, co przeważnie się robi, ale potem można też zwiększać odporność organizmu, żeby minimalizować ryzyko jej złapania.

Przejście trudnych okresów bez skutków ubocznych negatywnych, przepracowanie własnych blokad czy słabości, wyeliminowanie tego, co uważamy za coś, co nas osłabia, ogranicza, blokuje daje bardzo duże poczucie sprawczości we własnym życiu. Daje potężne poczucie, że mamy wpływ na swoje życie i po prostu działanie zgodnie ze sobą.

Na rynku jest mnóstwo poradników i książek psychologicznych. Na pewno nie szkodzi ich czytanie (sama mam kilka półek, bo w młodości psychologia, rozwój osobisty, poznawanie siebie, ale też wpływy rozwoju duchowego i różne religie były moimi konikami. Bardzo chciałam i chcę nadal rozumieć, bo tylko rozumiejąc mogę zmieniać siebie), ale gdy porady nie są wystarczające, to nie ma sensu dalej czytać, tylko trzeba przejść do praktyki zmian. Do praktyki przepracowania tego, co jest nie tak. Czytanie poradników ma ten plus, że w trakcie terapii wszystko układa się jak puzzle i pomaga o wiele sprawniej przechodzić poszczególne etapy. A ten zaoszczędzony czas jest bezcenny.

Na dziś wiem, że nie ma sensu zamęczać siebie, otoczenia, czy bliskich i iść na skuteczną terapię a życie z bliskimi budować w ramach, które wszyscy mogą zrozumieć i znieść. To ważne.

Ten temat to tylko mała furtka, ale mam nadzieję, że komuś pomoże pomyśleć „może faktycznie pójdę na terapię?”, albo poczuje, że chodząc na terapię może być z siebie dumny. Bo może. Niepoddawanie się jest bezcenne.

Egoistycznie dbajmy o swoje życie, bo to po prostu ważne. Dla nas. Nie chodzi  bowiem o to, żeby przestać być wariatem, tylko żeby być w życiu szczęśliwym. A to, że człowiek inteligenty nie może być szczęśliwy, bo świadomość cierpienia, przemijania  itd nie pozwalają mu na to, jest bzdurą. Nie mówię wyjątkowo o sobie, ale to właśnie ludzie inteligentni są szczęśliwi, bo POTRAFIĄ. I wiedzą, kiedy sięgnąć po pomoc. Proste. To jest wg mnie dojrzałość.

Z uśmiechem na koniec tego trudnego tematu, bo od następnych będzie lżej i bardziej wiosennie.

 

Sarah Grace.

 

 

Zdjęcie: Sycylia (by Elena 2007)

Advertisements
Informacje

emancypantka | kocham wolność i szukam równowagi między skrajnościami (smart&slow).

Tagged with: , , , , , ,
Napisane w emocje prozą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow LASARA on WordPress.com

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 216 obserwujących.

Instagram
Jakby ktoś chciał zacząć od początku, to tu. #begging #hel #poland #ilovepl #travelphotography Niezmiennie : równowaga między skrajnościami #madebyml #balans #stemple Nic nie musisz. Fajnie... Bo możesz. <wolność> #madebyml #stemple #wolność Dziękuję za miniony dzień #madebyml #stemple #thanks #likeapray #mantra #sea🌊 #sky #clouds #ship #sunyday #ilovepl #chillout #hel #nafalochronie #ontheway #piękna #foka #ilovepl #nature #animals #chillout
Licznik:
  • 35,016 hits
%d blogerów lubi to: