Dzieci po polsku – jak tego nie robić?

  • Wie Pani, jak to jest. Oboje wiemy. Ja mam dzieci, pani ma dzieci, no bo wiadomo, swoje lata mamy.. – słyszę w słuchawce od Pana, którego znam od lat, nic a nic o nim nie wiem, jak on o mnie.

-Jak to nie macie dzieci? To kto się wami na starość zajmie? – rzuca zbulwersowana nowa znajoma.

Nie polemizuję. Nie chce mi się. Mam bloga.

Mam 40 lat. Nie zmienia to faktu, że mimo przedziwnego stażu małżeńskiego, po kilku miesiącach narzeczeństwa, nie mamy dzieci, mimo, za co nasza płodność obrażona jest co miesiąc.

Plusem bycia 40tką jest brak notorycznego pytania „a wy kiedy?”. Tak na marginesie, o plusach bycia 40tką innym razem. Może dziś, ale później.

W każdym razie, w zakresie dzieci w końcu wszyscy przestali pytać. Myślę, że ew. ciąża u mnie byłaby wielkim zaskoczeniem. Kto mnie tam wie. W każdym razie, w końcu nikt mnie od kilku miesięcy nie pytał wprost. Błogosławiona cisza.

Ale jednak jednak czasami ktoś się zapomni i wyjeżdża z tekstem „a kto się wami na starość zajmie?”.

I tak sobie patrzę na to wszystko i nie wiem, czy się śmiać czy płakać, bo to niemożliwe, żeby się działo naprawdę. Dla jasności, ustalmy fakty, bo czasami można zwątpić: żyję w kraju podobno cywilizowanym, w środku Europy, w XXIw. Latamy w kosmos (jako ludzkość), zwalczamy choroby, mamy darmowe porno na redtube i każdy robi co chce.

Ta.

Z jednej strony mamy rzeszę zwolenników decydowania za kobiety w zakresie ich rozpłodności.  To jest dla mnie jakaś totalna abstrakcja. Serio. Jak czytam doniesienia mediów, widzę, co się dzieje w internecie, to macica mówi mi „pakuj męża, kota i spadamy stąd”. No ale dobra, myślę sobie. Bez paniki. Pozornie. Bo w gruncie rzeczy to ja jednak odczuwam dysonans i dyskomfort. Co powinno (teoretycznie!) cechować cywilizowany kraj? Wolność wyboru w kwestiach moralno-etycznych dotyczących siebie . Serio. Takie dyskusje nie powinny mieć miejsca. Debaty nad aborcją są z gruntu dla mnie niedorzeczne. Widząc coś takiego, zastanawiam się, czy za chwilę ktoś nie powie, że używanie tamponów jest kwestią debaty publicznej. Bo podpaski są zdrowsze. I czy kobiety nie powinny przypadkiem zostawiać włosów łonowych w spokoju, bo depilacja przeszkadza panom posłom i panom kapłanom (mniejsza o wyznanie) w ich preferencjach i to powinno regulować prawo. Nie wiem, nie wiem. Dla mnie rząd jest od zarządzania, a zachowuje się jak monarchia w wersji politeistycznej. Za błogosławieństwem kościoła. Prawo nie powinno ingerować w takie kwestie jak aborcja, eutanazja = to co dotyczy mojego ciała, podlega moim decyzjom. Bez względu na prawo. Tak było, jest i będzie i to wie każdy w miarę myślący Europejczyk. Holender szczególnie.

No ale dobra, debatę publiczną mamy jaką mamy, nic nie poradzę. Nie przyjmuję pretensji i reklamacji.

Wróćmy do tematu dzieci i ich celu. Temat „opieki na starość”. Ja pierdzielę (uch, ależ nie klnę). Sporo czasu spędziłam na tym zgniłym zachodzie i nadal mam swoje kontakty, mam poprzewracane w głowie. Bywa. W każdym razie, na zgniłym zachodzie, ludzie mają dzieci. Także. Nie tylko emigranci. Ludzie mają dzieci. Po co? Nie ma tego durnego pytania.  A na pewno nie po to, żeby te dzieci zajmowały się rodzicami na starość. Nie są polisą ubezpieczeniową, inwestycją, lokatą. Nie mogą rozczarować swoim niezaangażowaniem, bo normalni rodzice nie oczekują od nich opieki. Boże, jak ja kocham zachód za to. Serio. I strasznie podobają mi się te dyskusje z matkami-polkami, które zarzucają niemkom „zimny wychów”. O co chodzi? Otóż o to, że w np. Niemczech (oprę się na autopsji), nastolatkowie stają się możliwie szybko i sprawnie samodzielni. Wiesz, jak miałam 16 lat, to sama sobie załatwiałam różne sprawy w szkole (w Niemczech!), z nauczycielami czy w urzędach, bo to normalne. Jak rodzic interweniuje, to znaczy, że jest grubo. Gdy masz 16 lat, na zachodzie, po prostu CHCESZ załatwiać swoje sprawy. I ta potrzeba samodzielności nie jest tłumiona. Ona jest podsycana. Jest różnica, między wsparciem, poradą w razie konieczności, a wyręczaniem się rodzicami. I to dla mnie jest normalne i było. Od nastolatki. Dzięki temu, dość szybko mogłam decydować o sobie. Za siebie. Rodzina jest dla mnie szalenie ważna. Ale w zachodni sposób. Pewnie dlatego, że tam ją mam.

W Polsce, to podobno patologia, bo rodzic robi za dziecko wszystko prawie do 30tki, ha dramatycznym skutkiem ubocznym jest też drobiazg  – robi to, co uważa za słuszne dla tego „dziecka”. Dżizas, to jak ci wszyscy 20kilkulatkowie mieszkający z rodzicami i narzekający na to, że rodzice im narzucają swoje zasady.

No to ja się nie dziwię, że potem rodzic oczekuje, że to „dziecko” się nim zajmie. To nie troska. To zemsta. Ja się nie dziwię, że rodzic, który faktycznie poświęcił dziecku 30 lat życia, potem się mści, chce odwetu. Tfu, rewanżu. I nawet nie myśli, żeby zbudować z tym dzieckiem normalne relacje. Ta gra toczy się od wieków.

A na zachodzie znaleziono na to lekarstwo – dziecko się szybko usamodzielnia (jak bocian), a potem rodzic sam sobie organizuje starość i w razie czego dziecko nie ma moralnego, wduszonego obowiązku zajmowania się nim.

Tak sobie myślę, za każdym pieprzonym razem – Jeśli będę mieć dziecko, to na pewno nie po polsku.

Nie jestem ani inkubatorem dla państwa, ani kulą u nogi dla dziecka. Jeśli będę miała dziecko, dzieci, to dla ich własnego życia i szczęścia.I niech się możliwie szybko usamodzielnią, żeby spotkania były takie, jakie powinny być a nie przykrym obowiązkiem.

Nie wiem, co z tym krajem jest nie tak, ale kompletnie i bezwarunkowo kocham zachodnie podejście, w którym rola rodzica zmienia się z biegiem lat, rola dziecka także i wszyscy dają sobie żyć, rodzice szczególnie nie nękają dzieci przy każdej okazji groźbą „a gdy się zajmiesz mną na starość, jak ja się tobą przez 30 lat zajmowałam”, bo tak nie jest, bo dziecko samo poczuło w porę potrzebę samodzielności i nie wisiało na rodzicach do 30tki szukając miliony wytłumaczeń, dlaczego pranie majtek i gotowanie obiadów przez mamę jest najlepsze.

CIMG0409

Traktujmy się sami jak dorosłych, to państwo w końcu też będzie, bo w większości będziemy wybierać do zarządzania dojrzałych ludzi, a nie mścicieli za krzywdy wszystkich i poszukiwaczy sprawiedliwości. Zarządzenie leży zupełnie gdzie indziej. Jak rodzicielstwo i bycie „dzieckiem”.

Dlatego to: dlaczego, czy, po co, nie mam dzieci, czy będę je mieć, czy nie będę nie jest sprawą państwa. Ani nikogo poza mną i mężczyzną, z którym dziecko miałabym mieć.

Tylko w Polsce to ciężko zrozumieć, dlatego ludzie pozwalają państwu i innym, wciskać się tam, gdzie nie ich  miejsce.

 

 

 

 

Zdjęcie: Włochy, Sycylia, 2007 (by Elena)

Reklamy

2 myśli na temat “Dzieci po polsku – jak tego nie robić?

  1. Jeśli miałabym się zdecydować na dziecko, to nie z jakiegoś powodu. Nie wiem, jak to jest, ale podobno przychodzi taki moment, że chcesz i już. Pragniesz coś (kogoś)po sobie zostawić, masz poczucie, że stworzysz małego człowieka i wychowasz go na dobrego człowieka. Jeśli plan nie spali na panewce, to i ten człowiek się szybko usamodzielni i nie będzie miał poczucia, że wymaga się od niego czegokolwiek w kwestii pomocy rodzicom.
    Zachód w tej kwestii do mnie bardzo przemawia, masz rację, w Polsce ludzie zbyt często patrzą na ważne sprawy w kwestii czy im się to opłaca. Dziecko ma się opłacać?! WTF…?!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s