Teatr Wybrzeże, sztuka i dotlenienie

Kto się boi Wirginii Woolf, Wirginii Woolf, Wirginii Woolf…

Nuci Marta na początku sztuki, na scenie Teatru Wybrzeże w Gdańsku.

Więcej o samej sztuce „Kto się boi Wirginii Woolf” wystawianej w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku TU.

Wstyd się przyznać, jako gdańszczanka byłam w Teatrze Wybrzeże po raz pierwszy. Sporym zrządzeniem losu byłam z przyjaciółką na sztuce, na którą bilety rozchodzą się w 2 godziny.

image

Scena.

Pierwotnie miałyśmy siedzieć na środku pierwszego rzędu, ale końcem końców trafiłyśmy do rzędu 5. Przyznam, że już po sztuce cieszyłam się z tego nieporozumienia, bo nie wiem, czy bym emocjonalnie dała radę być jeszcze bliżej.

Obsada. Dorotę Kolak i Mirosława Bakę znałam dotychczas jedynie z kreacji filmowych (swoją drogą świetnych). Pozostałych, młodych, aktorów nie znałam: Katarzyna Dałek i Piotr Biedroń – ich kreacje również przyczyniły się do mojego odczucia, które nie opuszczało mnie jeszcze długo po spektaklu, a nazwę je później.

Sam spektakl…

Powiem tak: naprawdę mogę teraz zabrzmieć jak totalny laik i osoba, która pierwszy raz miała z teatrem do czynienia w ogóle, ale to akurat byłoby dalekie od prawdy. Dlatego tym bardziej moje wrażenia w trakcie i po były zaskakujące dla mnie samej.

Weszłam w to. Od początku, od pierwszych minut byłam tam. Wiesz co mam na myśli? Tak doskonałą kreację, że przestajesz być widzem. Ba, w niektórych scenach miałam wrażenie, że postać mówi do mnie. Patrząc mi w oczy. Szczególnie z Georgem (czyli M. Baką). Kilka razy miałam wrażenie, że patrzy mi w oczy. Opowiada historię mi. Wyłącznie.

Aż się otrząsałam, chociaż nie mogłam oderwać wzroku.

Komu jest ta sztuka znana, zna jej dramatyczny charakter. Wie, jak wielopłaszczyznowa jest ta sztuka. Sama opowieść. I jeszcze oddać ją doskonałym aktorom, powoduje, że płaczę, gdy pod koniec Marta szuka Georga po pokoju. Widz wie czego. I płacze. I ja płakałam z nią. Czułam, to co ona czuła. Bez żadnego „ale”. Płakałam też, gdy Georg zaczął rozkładać zawartość kartonika.

Idiotyczne. Czasami w życiu słyszę, że nie jestem empatyczna. W tamtym momencie poczułam, jak jestem. I rozumiałam, że gra Doroty Kolak i Mirosława Baki wywołała we mnie więcej empatii niż naciągane historie z rzeczywistości. Pytanie, jak słabe są historie z rzeczywistości, w których ktoś próbuje we mnie wzbudzić empatię, a ja odczuwam co najwyżej współczucie. Może to współczucie jest tym, co jedynie mozna poczuć, bo z drugiej strony nie ma głębszych emocjii poza zranionym ego? Empatia na to nie reaguje.

Moja empatia potrzebuje czegoś więcej,
czegoś naprawdę poruszającego, szczerego. Tyle. Nic nie poradzę.

To przeżycie, gdy doskonale  napisana sztuka, doskonale oddane postaci, gdy to, co jest niewypowiedziane szarpie wręcz za serce.

To jest prawdziwe. Przyznam, że podziwiam wszystkich aktorów tego przedstawienia bezmiernie. Wejście aż tak głęboko w rolę jest naprawdę godne podziwu. Zbudowanie takiego dystansu to naprawdę wyższa szkoła.

A ja dziękuję, że mogłam to przeżyć.

Gdy na końcu zgasły światła czułam jedno: jestem zmasakrowana. Jestem bezgranicznie, emocjonalnie i psychiczne zmasakrowana. Bolało. I to było dokładnie to, co powinnam czuć.

Jednocześnie dziękuję też DL oraz AJ. One wiedzą za co.

Tak sobie myślę, że bycie widzem filmu jest o wiele łatwiejsze. Bez względu na głębię filmu. Może to i dobrze, bo przecież trafienie w sam środek wielu historii mogłoby być nieznośne. Myślę, że częściej coś podobnego zdarza mi się dziś odczuwać jeszcze przy książkach. Filmom udaje się to szalenie rzadko.

Nie wyobrażam sobie nawet świata bez sztuki. I SZTUKI. Ostatnio mam z jedną i drugą do czynienia w niesamowicie dużych ilościach  i pilnuję tylko, żeby kodować w sobie to co ważne. Są dzieła, które kształtują nas całe życie, wyostrzają zmysły, pobudzają emocje i wrażliwość, zmuszają do rozwoju. Nie można tracić czujności, bo to jest jak dotlenienie mózgu, kreatywności, percepcji. Ciągle, i ciągle, i ciągle… i dalej.

I dalej.

 

Na koniec jeszcze flesze z innego spektaklu, tym razem z Teatru przy Plaży w Sopocie. Mały, kameralny teatr amatorski, ale bardzo go lubię. 

image

image

 

 

image

 

*Zdjęcia, jak zawsze, są moje. W nagłówku plakat z Teatru Wybrzeże. 

Advertisements
Informacje

emancypantka | kocham wolność i szukam równowagi między skrajnościami (smart&slow).

Tagged with: , , , , , , , , , , , ,
Napisane w 100% bycia 40tką, podziwiam i doceniam
One comment on “Teatr Wybrzeże, sztuka i dotlenienie
  1. […] i upadki. Przez miłości i poszukiwanie. Do końca. Przed końcem byłam zaryczana, jak na „Kto się boi Wirginii Woolf?„. Robert Ninkiewicz i Michał Jaros oddali postać Broniewskiego w sposób, który oddaje nam […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow LASARA on WordPress.com

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 216 obserwujących.

Instagram
Jakby ktoś chciał zacząć od początku, to tu. #begging #hel #poland #ilovepl #travelphotography Niezmiennie : równowaga między skrajnościami #madebyml #balans #stemple Nic nie musisz. Fajnie... Bo możesz. <wolność> #madebyml #stemple #wolność Dziękuję za miniony dzień #madebyml #stemple #thanks #likeapray #mantra #sea🌊 #sky #clouds #ship #sunyday #ilovepl #chillout #hel #nafalochronie #ontheway #piękna #foka #ilovepl #nature #animals #chillout
Licznik:
  • 35,016 hits
%d blogerów lubi to: