Nielogiczna, o kobiecie

A tak mnie wzięło, dopiero co po salsie (na którą znowu chodzę i cieszę się jak wiewiórka na orzeszka), i w końcu napiszę notkę, która długo za mną chodziła. Dziś przelała się czara, więc muszę dać temu upust.

Mianowicie, mam jeden problem, z którym nie poradzę sobie już chyba nigdy.

Jestem nielogiczna.

Sama dla siebie, bo przecież kij z innymi. Nie zrozum mnie źle, ja jestem doskonale zorganizowana, zawodowo ogarniam jak nikt i gdyby były jakieś nagrody w mojej kategorii, to miałabym pierwsze 10 miejsc. Prywatnie, jak cię mogę, też nie jest najgorzej, chociaż paru decyzji finansowych dziś bym już takich nie podjęła, ale co tam, jak na znane mi błędy młodości to jeszcze nie jest najgorzej. Męża pierwszego mam i jak na dziś jest. Nie wiem co będzie jutro, bo potrafię go wkurzyć jak nikt, on mnie też, a od tego to już wiadomo. No ale to taki standard. Jest coś, co mnie momentami, jak właśnie dziś, rozpieprza wręcz od środka. Ta moja nielogika. Znam siebie, to nie w tym rzecz, ale są obszary, gdzie diabeł by nie pomógł. Np. dziś. Bardzo źle się czułam cały dzień. Ba, żeby nie smęcić, zrobiłam sobie home office (tak mam dobrze, że mogę), odpoczęłam, bo w końcu źle się czuję, ale wieczorem byłam zapisana na salsę. Cały dzień byłam przekonana, że zadzwonię odwołać. Ale trafiłam na własne nieszczęście na wpis jakiejś pani doktor, która zachwala zbawienne działanie sportu. Cholera, no niby wiem, ale tak mi się bardzo nie chciało, że… wstałam i pojechałam na te zajęcia. Myślę „wytrzymam ile wytrzymam”. I cholera, no cholera, wytrzymałam do końca. Nie dość, że rozwala mnie nowa instruktorka, która mi się kojarzy z jedną z atomówek (kojarzycie tę kreskówkę?), to jeszcze wywala w kosmos energią. Jakimś dziwnym trafem spokojnie wytrzymałam do końca zajęć. Salsa, yeaah. Mogę więcej i dalej. Ale to było takie totalnie bez sensu. Ale totalnie, bo przecież cały dzień źle się czułam i ledwo zwlekłam się z kanapy. Niby normalne? Nie, to nie jest normalne. Jak się zdemotywowanym, to powinno iść gorzej, tak? Jak się jest zmotywowanym, to powinno się góry przenosić. A u mnie z nic z tych rzeczy. Często jeszcze inaczej niż na odwrót, bo jak wyjdzie to ja sama nie wiem.

Przez to, że jestem nielogiczna, wielu rzeczy nie mogę zaplanować, bo wyjdzie inaczej, jak bardzo bym wszystkich scenariuszy nie założyła i jak bardzo nie byłabym gotowa na wszystko, to wyjdzie coś, co mi przez myśl nie przeszło. Jeśli jest coś, co może pójść inaczej, to pójdzie. I weź planuj.

Nie, nie planuję. Nawet urlopów nie planuję, bo zawsze, ale to zawsze coś się stanie. Ja muszę wiele robić znienacka. Owszem, moja kreatywność i spontaniczność przez to się nie kurzą, ale spokoju człowieka, który zaplanował urlop rok do przodu, to ja w życiu nie poczuję.

Albo plany na życie. Znam ludzi, którzy są dla mnie jak z innej galaktyki. Liceum, uczelnia, praca za x. z możliwością awansu po określonych szczeblach ( i awans ten następuje), małżeństwo, dzieci (jeszcze płci i ilość takiej jak zakładali), dom, urlopy na rok do przodu, albo i 5 lat. Dobra, ja wiem, że z jednej strony to nuda, ale z drugiej, oni coś sobie planują i tak mają. Nie ma nic po drodze. Żadnych niespodzianek. Zaskoczeń, które przewracają te plany do góry nogami. Ja tak nie miałam nigdy. Wszystko dzieje się na zasadzie wyborów „tu i teraz”. Owszem, fajnie, ale z drugiej strony, jest to efektem tego, że coś mi nie pasuje i sama przewracam wszystko do góry nogami, rzucam w cholerę i zaczynam od nowa (nawet jak miałam 35 lat tak zrobiłam), albo „los” decyduje za mnie i stawia wybory, których jeszcze miesiąc wcześniej najstarsi Indianie by nie przewidzieli, albo stawia przed ścianą i mówi „idź”. Tylko to taka droga przez życie kilkoma ścieżkami na raz.

I tak sobie lawiruję w tej totalnej nielogice, przypadkowości, ale ja nie wierzę w przypadki.

I mimo tego, że udało mi się zbudować małżeństwo, pozycję zawodową, w miarę normalne relacje z ludźmi, przyjaciół nawet mam kilku, niektórzy to mnie podobno lubią, mimo że bywam nieznośna, to mam też potężne poczucie, że tak naprawdę niewiele w tym jest mojego udziału. Że to się dzieje. Że wiele moich marzeń się spełniło i nadal spełnia, bo los tak chciał, a nie ja. Bo często, jak mówię, że będzie tak i tak, to będzie zupełnie inaczej i niezgodnie z wszelką logiką.

Wiem, że teraz można sobie pomyśleć, co taka kobieta może w takim razie wiedzieć o życiu.

Na szczęście mam szalone poczucie, że nie wiem nic i jednocześnie wiem wszystko. Moja sprawczość ogranicza się do tego, co tu i teraz. Wszystko inne jest efektem działania wszystkiego innego i wielu innych osób, które albo mi sprzyjają, albo chcący bądź nie, przeszkadzają.

Tak wiele jest poza moim wpływem, że kończąc pisać ten tekst, wiem tylko, że pójście dziś na salsę było najlepszą decyzją, bo wyzwoliło morze endorfin, i jakoś to, że jestem nielogiczna sama dla siebie, no nic na to nie poradzę. Po prostu muszę się z tym pogodzić.

Mam jednak silne przekonanie, że poczucie sprawczości w życiu jest efektem sprzyjających okoliczności. Tylko tyle. Serio 🙂

Z tego powodu łatwiej jest powiedzieć sobie „wyluzuj” i robić swoje.

Z uśmiechem

Sarah Grace (jak ja lubię te imiona… 🙂

Reklamy

2 myśli na temat “Nielogiczna, o kobiecie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s