Wejdź w THORN by Jason Hunt

Są książki, są autorzy, na których tytuły czekam miesiącami albo latami.

Jest w tej grupie Tomek Tomczyk, tworzący też jako Jason Hunt. Od lat – jako czytelniczka jego blogów – miałam nadzieję, że jego słowa o pisaniu książki nie są tylko fikcją. Dlaczego? Niektóre z notek Tomka były po prostu przepiękne. Miałam swoje ulubione, do których wracałam, gdy mi było smutno, albo gdy chciałam poczytać o niedorzecznych ideałach, o miłości. Tych notek było kilka. Były jak perełki wśród wielu setek innych notek. Miały też zupełnie inny klimat, chociaż Tomek ma dar pisania w różnych klimatach równie dobrze. Wszystkie notki łączyło zawsze jedno – budzą emocje. Kurcze, ten chłopak chyba książkę telefoniczną napisałby ciekawie. W każdym razie blog blogiem, w między czasie wypuścił książki o byciu blogerem (za które mu szalenie dziękuję, bo dzięki nim zrozumiałam na 100%, że nie chcę być zawodową blogerką i nie ma w tym nic złego, a z tego co wiem, wielu poczuło coś dokładnie odwrotnego i też cudownie).

Przez te 10 lat, od kiedy czytałam blogi Tomczyka czekałam spokojnie i bardziej podskórnie na książkę. Na powieść. W tym roku miała się pojawić. I tak też się stało.

Gdy książka dotarła, Marcin położył mi ją na stole, bo tego dnia akurat wróciłam dopiero w nocy z teatru. Otworzyłam zmęczona kartonik i wyciągnęłam dużą książkę z przepiękną, twardą okładką. Przyznam, że już samo to zrobiło na mnie wrażenie. Jej 3D efekt jest nietuzinkowy, bo nie jest uzyskany żadnym tłoczeniem. Wielkie brawo dla grafika. Otworzyłam książkę i znalazłam w środku karnecik z listem od autora oraz autografem (dobra, nad nim autor jeszcze powinien popracować 😉 Szalenie miły i nietypowy gest.

Przekartkowałam książkę bez czytania. Ogarnęłam tylko grafikę i byłam nadal pod wrażeniem oryginalności. Nie ma takich książek. Po prostu nie ma. Nietypowa czcionka, układy akapitów, tytuły rozdziałów, numery stron, rysunki. Przepiękna kreska (sama uwielbiałam kiedyś rysować taką techniką, dlatego poczułam sentyment). Każdy jeden detal mówi ci, że ta książka została dopracowana w każdym szczególe.

Jako czytelnik poczułam się bardzo dopieszczona. Jak nigdy dotąd. Po prostu. Bo to wszystko jest przecież zrobione dla odbiorcy, czyli też dla mnie.

Zaczęłam czytać. Mimo zmęczenia po całym dniu i myśli, że czekałam na nią tyle lat, to poczekam jeszcze do jutra, a najlepiej wezmę sobie dzień wolnego i przeznaczę tylko na jej przeczytanie.

Co  zrobiłam, ale to pod koniec tygodnia.

Mam w sobie coś takiego, że czytam powoli. Ja nie skanuję tekstu, jak uczą wszelkie poradniki szybkiego czytania. Nie chcę i nie umiem. Czytam powoli, dzięki czemu koduję szczegóły i nie muszę wracać za bardzo, żeby wiedzieć, co było wcześniej. To też umiejętność, którą praktykuję w życiu, czyli mindfulness (uważna obecność) i element slow life. Kiedyś uważałam to za potężne wady, dziś wiem, że to wielkie zalety. Ale wracając do książki.

Zaczęłam czytać jeszcze tej pierwszej nocy. Powieki mi się zamykały, ale chciałam wejść w tę historię. Pierwsze strony wywołały we mnie łzy wzruszenia, bo w tyle głowy poczułam w końcu, że naprawdę Tomczyk napisał tę książkę i naprawdę ją czytam i jest tak dopracowana i prolog zaczyna się tak, a nie inaczej. Emocje, emocje, emocje.

Przeczytałam kilka kolejnych stron i wzięłam ją do łóżka. Na kilka kolejnych stron. I tak zeszło mi do 2-giej w nocy. Czytałam wolniej niż zwykle. Układ stron, detale, wzrok po prostu musiał się nimi nacieszyć. Estetyka była tak cudnie dopieszczona, (to uczucie pozostanie  z czytelnikiem do końca książki).

Sama fabuła. Co ciekawe, można tę książkę odebrać na kilka sposobów. Na kilka sposobów można ją czytać i wybierać sobie tylko te wątki, które nas zainteresują. A można i wszystkie. Powieść to historia chłopca, a potem nastolatka. Mamy co najmniej dwa wątki, które są przewodnie – jego nastoletnią miłość oraz drogę do spełniania marzeń. Mamy też wątki jego znajomych oraz kilku postaci pobocznych. Nie brakuje też wątku kryminalistycznego, który zdaje się być powiązany z bohaterem (ten wątek lubię szczególnie, bo coś mi mówi, że historia za nim stojąca jest warta poznania). Wszystko razem można zbudować w pewną całkiem ciekawą sieć powiązań, ale jeszcze większą sieć niewiadomych.

Tajemniczość, zagadkowość wątków jest  bardzo realistyczna, bo nie prowadzi nas skokowo od pytania do odpowiedzi. W ogóle nas nie prowadzi do odpowiedzi. Ba, samo postawienie pytania nie jest oczywiste, bo jeśli nie będzie się czytało uważnie, to się po prostu tego pytania nie zada. Warto się nie spieszyć czytając tę książkę. Warto zwracać uwagę na pojedyncze dialogi, bo one stawiają w naszej głowie właśnie odpowiednie pytania, na które – na szczęście – nie znajdziemy jeszcze odpowiedzi.

Przez książkę mocno przewija się też element miłości głównego bohatera do szkolnej koleżanki. Jest on nietypowo zbudowany dla powieści w ogóle i sam bohater jest szczególnie poprowadzony. Jest jednocześnie zdeterminowany, ale też nieśmiały a do tego szalenie pomysłowy. Nie chcę więcej zdradzać, żeby nie spojlerować, ale autorowi udało się zbudować postać, która jest dojrzale romantyczna, ale przy tym dziecinnie niedojrzała (ponieważ jest to nadal chłopak/ nastolatek). Ważne, nie jest męczący, mimo różnych sytuacji i nastrojów nie przytłacza nas dramatyzmem czy Weltschmerz-em, czego osobiście nie lubię w postaciach książkowych czy w życiu. Za to zaraża determinacją w działaniu, (tak, to powtórzę).

Chce się poznać jego dalsze losy, jako dorosłego mężczyzny, bo coś mówi, że nadal będzie niebanalnie.

Kolejny główny wątek – bohater jest też przekonany o swoim talencie, który ma doprowadzić go do szybkiego sukcesu. Na tym etapie jest jak Ikar, który jest gotowy polecieć w stronę Słońca, żeby zrealizować swoje marzenie. Obserwując jego poczynania widzimy też proces planowanie/ działanie/ porażka/ sukces/ co dalej. Obserwujemy  jego pierwsze próby podbicia świata, ale ważniejsze jest, co się dzieje dalej.

Wszystko jest naprawdę dobrze zbudowane, bo książkę można potraktować jako zamkniętą, ale – na szczęście –  nie trzeba, bo nie zamyka wielu historii, a dopiero je otwiera. Ważne, że z tą książką się płynie. Czytanie nie męczy, nie nudzi, nie przeskakuje się wzrokiem przynudzających fragmentów. Bo takich nie ma. Tu każdy szczegół jest dopracowany. Każdy fragment.

Niektórzy porównują Thorn i zawarte w nim liczne „mądrości życiowe” zamknięte w zwartych zdaniach, do Coelho. Wg mnie niepotrzebnie. Coelho pisze bardzo liniowo. Jego książki idą po linii prostej z punktu A. do punktu B. z przede wszystkim są po prostu prostymi historiami (co uważam za cechę, a nie wadę). Są jak bajki dla dorosłych na dobranoc. Natomiast Thorn jest powieścią wielowątkową i kojarzy mi się raczej z innymi autorami i powieściami, ale do nikogo nie mogę go porównać. Na szczęście.

Na szczęście autor omija rozwlekłe opisy, które ja przynajmniej i tak przeskakuję w książkach – chociaż  tu ciekawostka! Autor opisuje miejsca akcji bardzo obrazowo, chociaż z użyciem niewielu słów. Czytając „widziałam” to miejsce, w którym jest bohater. Jason Hunt po prostu nam to miejsce pokazuje słowami. Kilkoma. Wystarczającymi słowami.

Książka podobno jest motywacyjna. Ja odebrałam ja bardziej jako inspirującą. Naprawdę książka podziałała na mnie szalenie energetyzująco. Może też dlatego, że jest napisana (szukam w głowie słowa, ale przychodzi mi jedno) pozytywnie. Mimo tego, co jest zdarza się bohaterowi, mimo nieciekawych czy groźnych momentów, mimo momentów smutnych w jego życiu, cała historia, cała postać, jest po prostu inspirująca.  Do tego wiele momentów jest po prostu zabawnych, w taki nieoczywisty sposób. Wywołują szczery śmiech, co kocham w trakcie czytania książek.

Ta książka fajnie ślizga się też po naszych osobistych wspomnieniach. Ja tak przynajmniej miałam, że momentami wybudzała we mnie jakieś moje przeżycia, które już dawno zakopałam pod świeższymi wspomnieniami. Nie mam pojęcia dlaczego to tak działa, ale było to również ciekawe uczucie.

Warto zaznaczyć, że autor umieścił  też ukryte strony, które kryją kolejne sekrety. Stworzył do czytania playlistę, która ma stanowić tło do fabuły, ale też po prostu tworzyć klimat do czytania. Powiem szczerze, że z czymś takim się nie spotkałam. Jak wspomniałam – do książki dołączony jest karnet z listem od autora. Piękna grafika. Te wszystkie detale, z dopracowaniem książki na czele, powodują, że jako czytelnik czuję się po prostu bardzo wyjątkowo. Tak, wiem że to zabieg, w końcu jestem też marketingowcem, ale zabieg, który jest szalenie wyjątkowy. Autorzy książek, wydawcy nie pilnują takich szczegółów, skupiają się na treści, która oczywiście jest końcem końców najważniejsza, ale zapewniam, że podana w dopracowanej oprawie smakuje wybornie i uzależnia.

Czekam na kolejne tomy i jak przy tym pierwszym, nie mam zamiaru się zastanawiać, co będą zawierać. Jestem kobietą, jestem kobietą starej daty i lubię, gdy mężczyzna mnie zaskakuje. Daję mu się zaskakiwać. Tą samą zasadę zastosuję tutaj. Niech autor w kolejnych częściach opowiada mi, co jest dalej. Ja momentami tylko zakoduję sobie pytania, na które może będę, a może nie, szukać odpowiedzi. A gdy na nie trafię, gdy puzzle mi się poukładają, potraktuję to jako kolejny bonus do opowieści. Chcę się zaszyć z kolejnym tomem, jak robił Bastian w „Niekończącej się opowieści”.

Bardzo chcę poznać dalsze losy bohatera.

Chcę obserwować, jak dorasta, jak wchodzi w życie i z kim, jak jego cechy budują jego życie, bo tu muszę przyznać, że niektóre z nich są okropnie nieznośne, niektóre są świetne, niektóre po prostu sympatyczne, albo znośne. Nie mogę powiedzieć, czy go lubię, czy nie. Poznaję go. Ten rozwój wydarzeń, takie zbudowanie, jest dlatego wg mnie tak ważne – nie dostajemy gotowych szablonów. Nie mamy jednorodnego obrazu. Poznajemy.

Jedno jest pewne – ten bohater jest na tyle ciekawy, że chcę o nim czytać dalej. To mój nowy nałóg. Cieszę się, że tak pięknie wydany. Mam nadzieję, że ludzie na całym świecie też się nim zaciekawią.

Czekam na kolejne tomy i jestem wzruszona tym, że mam już na półce pierwszy.

Więcej szczegółów TU.

A w wielkim skrócie:
„THORN” Jason Hunt. Książka, przy której się popłakałam, śmiałam na głos, którą kocham i nienawidzę, przy której się momentami zamyślałam, a momentami wkurzałam, ale cały czas płynęłam z ciekawością dalej. Jak w życiu, bo ta książka, jest jak życie i miłość do niego. Dodatkowo książka naszpikowana zagadkami (miłośnicy s-f i kryminałów powinni ją polubić). Książka, która jest najpiękniejszą graficznie książką w mojej obszernej kolekcji. Chcę więcej 🙂

Advertisements
Informacje

emancypantka | kocham wolność i szukam równowagi między skrajnościami (smart&slow).

Tagged with: , ,
Napisane w podziwiam i doceniam
3 comments on “Wejdź w THORN by Jason Hunt
  1. brioszek pisze:

    Zachecilas mnie do jej przeczytania 🙂

  2. Jarek qwerty pisze:

    Bardzo fajnie opisałaś te książkę 🙂 Pozdrawiam z Ikarii 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow LASARA on WordPress.com

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 216 obserwujących.

Instagram
Jakby ktoś chciał zacząć od początku, to tu. #begging #hel #poland #ilovepl #travelphotography Niezmiennie : równowaga między skrajnościami #madebyml #balans #stemple Nic nie musisz. Fajnie... Bo możesz. <wolność> #madebyml #stemple #wolność Dziękuję za miniony dzień #madebyml #stemple #thanks #likeapray #mantra #sea🌊 #sky #clouds #ship #sunyday #ilovepl #chillout #hel #nafalochronie #ontheway #piękna #foka #ilovepl #nature #animals #chillout
Licznik:
  • 35,016 hits
%d blogerów lubi to: