Makijaż 40latki – jak biżuteria

Ostatnio mam nowego konika. Albo właściwie starego, ale odrestaurowanego.

Gdy byłam młodą dziewczyną uwielbiałam się malować. Kosmetyczka to była prawie jak kufer obecnych wizażystek. Miałam wszystkie kolory i odcienie wszystkiego. (Najwięcej lakierów do paznokci i cieni do oczu). O makijażu wiedziałam wtedy wszystko. Ten stan utrzymywał się prawie do 30tki. Potem nastał okres w moim życiu, gdy malowanie spadło do standardu: podkład, cień na oczy, kreska, tusz, puder brązujący i tyle. W weekendy (bez „wyjść”) tylko krem. Nie widziałam w tym przyjemności, ale z perspektywy czasu wiem, że to była po prostu depresja.

Od jakiegoś czasu zaczęło budzić się we mnie dawne umiłowanie dla malowania. Nie, nie zmieniania twarzy w maskę, bo nigdy nie byłam tzw. tapeciarą. Nakładanie makijażu ma w sobie coś niesamowicie kojącego i przyjemnego. Odkrywam to dla siebie na nowo. Ale tu się zaczęły potężne schody, ponieważ moja cera nie ma już 20kilku lat. Powieki też nie. Porad „Jak się malować?” dla 40tek prawie zero. Praktycznie nie ma. Kobiety, no weźcie. Naprawdę nie jest to naszemu pokoleniu potrzebne? Niemożliwe. Tzn. możliwe, bo moje rówieśnice dzielą się na dwie grupy:

– nie maluję się, bo po co? No i ok.

– nakładam maskę, makijaż sprawia, że staję się niepodobna do siebie. – też ok.

Ale ja jestem po środku.

Przeszłam przez ostatnie tygodnie miliony kilometrów filmów na youtube. 40tki się nie malują. 20, 30, 50, 60 tak. 40tki nie. Owszem, jest kilka tutoriali, gdzie gościnie malowana jest 40tka. Koszmar. Wybaczcie, ale to dla mnie nie pojęte, żeby tak postarzać makijażem. Za co?! Ja się pytam. Makijaż ma dodać blasku, koloru, trochę tego czegoś, co jest jak delikatny shine. Ma podkreślić naszą kochaną twarzy, oczy, uśmiech, a nie dodać nam 10 lat. Tak, ja wiem, że taki jest teraz trend, żeby się postarzać długo, długo, a dopiero potem odmładzać, ale 40tki raczej nie powinny stać ani tu, ani tu. Jesteśmy fajne takie, jakie jesteśmy. Po prostu to podkreślamy.

W czym problem z makijażem, o czym zdaje się NIKT nie pamięta?

– Mamy zmarszczki (ciii, one są niby jeszcze delikatne, ale są). Stosowanie wszystkiego, co się w nich zbiera, nawet po czasie, jest barbarzyństwem. I teraz pytanie, jak malować okolice oczu, żeby tych zmarszczek nie podkreślić, nie zmęczyć?

– Mamy worki i sińce pod oczami. W połączeniu z powyższym punktem wyzwanie staje się o niebo trudniejsze, bo nie wystarczy poszaleć z korektorem.

– Mamy bruzdy przy nosie i ustach. Są jeszcze płytkie, ale są.

– Zmienia się kontur twarzy i wiele z nas zaczyna mieć drugi (trzeci ;-)) podbródek.

– Pojawiają się pierwsze zmarszczki na szyi.

– Potrafimy tak zmarszczyć czoło, że można na nim odczytywać zapisy japońskich zwojów z V w. sprzed naszej ery.

– Nasza skóra jest albo już mocno zarysowana w strefie T, albo się skłania ku przesuszaniu (to wcale nie wyklucza jakiś wykwitów trądzikowych, żeby nie było za łatwo)

To wszystko są cechy, które ZUPEŁNIE ZMIENIAJĄ optykę nakładania makijażu. Przestańmy udawać, że zastosujemy taki makijaż, jak nastolatki (one kochają się robić na 40tki, ale to co innego), czy taki jak 60tki (no za wcześnie).

Moje osobiste obserwacje z ostatnich miesięcy eksperymentów.

  • Podstawa, zupełna i nie podlegająca dyskusjom – dbanie o cerę. Nawilżenie, oczyszczanie, masaż.

– Co najbardziej kocha moja skóra latem? Kremy BB i CC (Eveline jest naprawdę w porządku). Podkłady są za ciężkie. W chłodniejsze miesiące jak najbardziej znowu się lubimy.

– Kosmetyki marki Bourjois. Kiedyś myślałam, że jedyny słuszny tusz to Hypnose od Lancome, ewentualnie Helena Rubinstein i jej  Lash Queen, ale maskara Twist Up The Volume Bourjois jest przecudną niespodzianką. Ciekawostka – mam wrażenie, że ten tusz ma w sobie też odżywkę, ponieważ moje rzęsy stały się grubsze i pełniejsze, a używam tego tuszu ok 2 miesięcy i na pewno sięgnę po niego znowu. Szczególnie, że opcja zmiany szczoteczki jest świetnym patentem. Doskonały jest też puder healthy balance, który nie obciąża skóry, a jedynie lekko ją matowi. Polecam również róż. Ja mam kolor lekko przydymiony, przez co bardzo elegancki.

– Do rozświetlania używam… cienia do powiek 🙂

– Paletka cieni. Jest to moja pierwsza paletka (zawsze wolałam pojedyncze cienie), dlatego nie chciałam nic drogiego i jestem z niej zadowolona. Cienie są dobrą bazą, nie osypują się, trzymają się cały dzień na swoim miejscu. Kredka się na nich nie rozmazuje. Można nimi ładnie profilować oko, bo są i cienie matowe i lekko błyszczące, a właściwie z taką delikatną poświatą. Lubię też ten czarny cień ze złotym brokatem, bo się ślicznie kładzie zamiast kredki.

– UWAGA! Robienie tzw. „jaskółki” czarnym eyelinerem. Nie wiem, ale wg mnie to nas już postarza. To ładnie wygląda na gładkiej powiece, a nasze zmarszczki nie są dla niej dobrym podkładem. Zmarszczona jaskółka to nie to 🙂 Myślę, że jeśli już, to faktycznie jakieś sztuczne rzęsy, bądź kreska zrobiona hiperpoprawnie i profesjonalnie. Pięknie wyglądają natomiast kreski robione kredką. Dobrej jakości kredka naprawdę czyni cuda.

– Nie boimy się koloru. Owszem, też lubię wszelkie kolory nude, ale nie ma powodu, żeby unikać kolorów. Sama kocham róże, filolety, albo mój ulubiony turkus (na zew. dolnej powiece wygląda rewelacyjnie, albo na linii rzęs w połączeniu z łososiowym cieniem + jakimś lekko złotawym cieniem, rewelacja dla twarzy).

– Nie sugerujmy się makijażami gwiazd, a już zupełnie z imprez. Są to makijaże wyjściowe, ciężkie, utrwalone. Kompletnie nie nadające się na co dzień, bo w świetle dnia wyglądają karykaturalnie. Po kilku godzinach zmarszczki błagają o oddech. Osobiście też lubię na takie makijaże popatrzeć, można się zainspirować, ale nie kopiować. Z bliska można się  bowiem przestraszyć ich sztucznością. One pięknie wyglądają na zdjęciach. Ale my chcemy w życiu wyglądać świetliście, seksownie, elegancko, lekko – nigdy sztucznie. Prawda? No ja myślę.

– Uwaga przy okularach. Kwestia powiększania wszystkiego przez szkła, bądź pomniejszania ma tu bardzo duże znaczenie i trzeba o tym koniecznie pamiętać.  Ja szczególnie muszę, bo mam szkła „powiększające”. Moje drobne jeszcze zmarszczki w spotkaniu z podkładem i korektorem wyglądają przez szkła okularów wręcz jak z kreskówki. Makijaż okolic oczu, szczególnie gdy jestem zmęczona, albo niewyspana, albo źle się po prostu czuję, to wyższa szkoła jazdy. Dodatkowo – warto polubić się z łososiową kredką, którą opracujemy linię wodną. Pięknie otwiera i rozświetla oko. Ta z Max Factor jest całkiem przyjemna i trwała.

– Ponieważ mam dość pełne usta, które i tak są wydatne, to nie sięgam z reguły po nic więcej niż dobry balsam. Czasami jednak, biorę do ręki konturówkę i błyszczyk (też od Bourjois, bo się doskonale trzyma) i podkreślam je jeszcze bardziej. A tylko naprawdę w szczególnych atakach weny sięgam po mocny kolor, przez który moje usta zwracają uwagę już tylko na siebie. Za czym po prostu nie przepadam. Wolę, gdy makijaż jest spójny na całej twarzy.

Twarz dojrzała ma to do siebie, że jest już zarysowana. Wyrzeźbiona przez życie, emocje, nasz charakter (radosne, pogodne osoby, czy złośnice, albo smutasy już swojego dominującego nastroju nie ukryją 😉

Myślę, że malowanie się  40 latki jest zupełnie innym celem, niż 20 lat temu. Warto o tym pamiętać siadając przed lustrem i sięgając po poszczególne kosmetyki. Warto zadać sobie pytanie – po co się maluję, co chcę tym osiągnąć, jaki mam cel? Chcę się faktycznie tylko podkreślić, dodać sobie koloru i świeżości, czy się zamalować nie do poznania?

Jedno jest pewne – malowanie się, makijaż to świetny moment dnia. Ja to naprawdę znowu polubiłam i to mój poranny rytuał, dla którego zaczęłam wstawać z jeszcze większą przyjemnością. Kiedyś malowałam się na szybko w łazience, przy sztucznym świetle, dziś siadam z kuferkiem przy dużym lusterku w pokoju i w świetle dnia zaczynam swój rytuał, głaszcząc z przyjemnością twarz i muskając pędzlem.

Kochane 40tki, nie uciekajcie od makijażu i nie przesadzajcie z nim.

A! Czy są jakieś makijażystki, które polecam w internecie, chociażby jako inspirację? Tak: ONA

Lisa Eldridge

Powyżej mój całkiem nowo odkryty ulubiony tutorial ze względu na to, że też mam zielone oczy i ten fiolet jest po prostu piękny, a Lisa nałożyła go idealnie. Niebawem go wypróbuję, ale jej pozostałe tutoriale są po prostu piękne, ze względu na lekkość i efekt końcowy. Idealne. Nie wiem jeszcze, czy będzie mi pasował, ale z chęcią sprawdzę.

+ Filmiki, które realizuje  z Lancôme. Są rewelacyjne. Jak ten:

Marzy mi się jakaś fajna, doświadczona wizażystka, albo po prostu 40tka, która będzie nakręcała filmiki dla nas. Z inspiracjami, pomysłami. Chętnie bym to oglądała. Oby było dostosowane do realiów i nie robiło nam krzywdy. Gdy widzę to przesadne konturowanie, dramatyczne oczy, za dużo brązu i czerni… Nie, nie. Idę do Lisy.

Myślę, że makijaż naprawdę jest dla nas dużym dobrodziejstwem i wcale nie ma nic wspólnego z poczuciem wartości, bo ja kocham swoją twarz i bez makijażu i z nim. Makijaż służy mojej przyjemności i przypisuję go pewnemu dress codowi. Zawodowo po prostu lubię wyglądać inaczej niż na co dzień. Oczywiście, jako manager sprzedaży, nie wyobrażam sobie spotkać się z klientem saute, ale może dlatego, że brak makijażu oddziela dla mnie życie zawodowe od prywatnego? W pewnym sensie tak jest.

I lubię to.

Brak makijażu jako bunt przeciw „cywilizacji”? OK. Też dobrze. Przesada, nadużywanie kosmetyków, sztucznych rzęs, permanentnego makijażu, aż w końcu operacji plastycznych? Nie. To nie dla mnie.

Jest wielki, wielki obszar POMIĘDZY. Gdzie makijaż jest jak biżuteria.

I w tym obszarze ja się poruszam.

Nieustannie poszukując ciekawych inspiracji.

Malowanie się to czysta przyjemność i o tym chyba warto zawsze pamiętać. Makijaż ma być jak biżuteria. Dodawać nam blasku, podkreślać naszą osobowość, a nie nas zakrywać i zmieniać.

Advertisements
Informacje

emancypantka | kocham wolność i szukam równowagi między skrajnościami (smart&slow).

Tagged with: , , , ,
Napisane w 100% bycia 40tką
3 comments on “Makijaż 40latki – jak biżuteria
  1. Lola pisze:

    Dzieki za swietny artykul I trafne spostrzezenia, moj wiek 39;) ogladam mnostwo filmow na yt I niestety wszystko dla pieknych mlodych skor, nijak do powtorzenia u mnie:( obejrze polecane przez Ciebie filmy, pozdrawiam

  2. gabloblog pisze:

    Czytając, pomyslałam, że może ty wypełniłabyś lukę nagrywając tutoriale na YT? Albo chociaz opisałabys taki codzienny makijaż dla 40 ? Ja dopiero niedawno odkryłam, że makijaż może być czyms fajnym – wcześniej należałam do grupy – nie maluję się wcale, bo po co? Uczę się dopiero, co w wieku 40+ nie jest wcale proste. Może więc trochę konkretnych wskazówek?
    Pozdrawiam 🙂
    G.

    • Sarah Grace pisze:

      Szczerze polecam tutoriale Lisy. Są naprawdę dobre i inspirujące 🙂
      Widzisz, sama się tego nie podejmę, bo chciałabym to robić (jak już) tak profesjonalnie jak ona, a w tym celu to chyba musiałabym rzucić pracę i zająć się tylko montowaniem filmików 😀 Więc raczej nie teraz. Ale pomyślę, jak wrzucić któryś ze swoich makijaży na zdjęciach. Może się przyda 🙂
      Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow LASARA on WordPress.com

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 216 obserwujących.

Instagram
Jakby ktoś chciał zacząć od początku, to tu. #begging #hel #poland #ilovepl #travelphotography Niezmiennie : równowaga między skrajnościami #madebyml #balans #stemple Nic nie musisz. Fajnie... Bo możesz. <wolność> #madebyml #stemple #wolność Dziękuję za miniony dzień #madebyml #stemple #thanks #likeapray #mantra #sea🌊 #sky #clouds #ship #sunyday #ilovepl #chillout #hel #nafalochronie #ontheway #piękna #foka #ilovepl #nature #animals #chillout
Licznik:
  • 35,016 hits
%d blogerów lubi to: