Nauką w PMSa

Naukowcy próbują zrozumieć kobiety i od razu zostają zaatakowani za sam pomysł analitycznego podejścia do PMSa. TU link do wiadomości o konferencji „La donna e mobile. Prawne aspekty następstw cykliczności płciowej kobiet”. 

Nie rozumiem, dlaczego i żałuję jedynie, że nie mogłam posłuchać wykładów i dyskusji. Jako kobieta, która przechodzi PMSa we wszystkich kolorach tęczy, byłabym zasłuchana.

Zadziwia mnie jednak (jak często) reakcja środowiska feministek. Po raz kolejny wykazują się przesadną agresją i nadpobudliwością, co mnie jako kobietę przeważnie lekko irytuje. Wg mnie postulaty feminizmu, te kluczowe, już dawno zostały zrealizowane. Cała reszta jest już w naszych rękach, mentalności i indywidualnych przekonaniach.

Prawo jest już wystarczająco dostosowane do nas, kuleje jedynie wykonawstwo i umiejętność egzekwowania go. Jednak cóż, to już nie jest rola feminizmu, a wychowania i wykształcenia.

Jako kobieta, która sama przechodzi PMSa przeróżnie, doskonale wiem, co to oznacza (i nie ja jedna), ale nie widzę nic złego w tym, żeby naukowcy o tym rozważali. Nie, nie widzę w tym zagrożenia, bo jestem istotą ludzką, społeczną, jak każda kobieta i każdy mężczyzna. Mężczyźni też podlegają hormonom i jakoś nikt tego nie neguje, a rozmawiać o tym można. Biologicznie patrząc na nas, jako ludzi, z chęcią poznam pomysły zrozumienia się wzajemnie.

Oczywiście podciąganie pod niepoczytalność przy PMSie jest absurdem, ale dobrze, żeby to było raz na zawsze stwierdzone, jeśli jest taka potrzeba. Owszem, PMS, czy okres, to są okresy dla nas, dla wielu z nas, trudne, ale jak widać po sprawności naszego życia w społeczeństwie, z reguły nie doprowadzają do czynów karalnych.

Czy by mogły? Zapewne. Bolesna miesiączka, czy drażliwość związania z PMSem wyzwalają w nas bowiem obniżoną tolerancję na głupotę, na brak zasad, na bezmyślność czy brak empatii. Czym to się objawia? Nie musi niczym, my to po prostu wiemy. Jednak każda z nas nie raz słyszy w momencie wzburzenia, czy zdenerwowania, że pewnie ma okres, albo PMSa. Świat wie, że hormony mają wpływ na nasze samopoczucie, ale nie wie kiedy i nie wie w jakim stopniu, przez to źle z reguły przypisuje zachowania co czasu cyklu. Gdy mężczyzna jest drażliwy, albo nerwowy też przecież mówi się, że to wina hormonów, albo frustracji seksualnej. Nic nowego. Oczywiście to wszystko są stereotypy. Jeśli czegoś nie rozumiemy, wrzucamy to pod stereotyp. Ale właśnie dlatego dobrze jest rozmawiać.

Blokowanie naukowego podejścia do jakiejkolwiek kwestii nie spowoduje, że przestanie ona istnieć. Co kieruje feministkami? Nie mam zielonego pojęcia. Jako kobieta nie rozumiem współczesnych feministek, a uważam się za dalece wyzwoloną i nowoczesną.

Jeszcze jednak kwestia z tym związana, jako przykład, że PMS jest dla  mnie ważnym wyznacznikiem samopoczucia – mam kalendarzyk. Czasami ktoś się dziwnie uśmiecha, że opieram na nim swoją płodność. Jasne. Nie, nie opieram na nim płodności, ale właśnie pozwalam sobie pomagać zrozumieć pojawiające się wewnętrzne rozdrażnienie i utratę dystansu do otaczającej czasami głupoty, co skutkuje rozdrażnieniem. Wiem jednak, że nadal absurdem jest przypisywanie temu stanowi niepoczytalności. Chcę, żeby nauka też to wiedziała, czyli sobie zbadała i potwierdziła. Jak? No mam nadzieję, że nie przez biopsje, a przez badania psychologiczne. O PMS można by rozprawiać godzinami, co czasami jako kobiety robimy. Jestem jedną z tych,  które nie mają problemu rozmawiania o tym i np. oznajmienia najbliższemu otoczeniu, że mam PMS i mogę być drażliwa/ rozpłakać się/ być bezpodstawnie radosną. Bo nie widzę w tym nic wstydliwego. Tak, dla mnie to objaw właśnie nowoczesności. Jak to, że znajomy mówi, że go ząb boli i jest nerwowy. Jesteśmy ludźmi.

Co jest jeszcze ważne? Jak się naprawdę źle czuję w trakcie okresu, albo przed, co z reguły nie zdarza się w praktyce często,  po prostu biorę dzień wolnego od świata. Zawijam się w koc z książką i czekam, aż przejdzie. Ba, pamiętam, że chyba nawet na którymś z blogów wnioskowałam o przepisowy dzień wolny na tę okoliczność. No może nie 12 w roku, co by nie było takie złe, ale kilka by nie zaszkodziło. Czy to żarty? Bynajmniej, chociaż  nie liczę na to realnie. My kobiety naprawdę czasami przechodzimy te dni koszmarnie, tylko po prostu tego po sobie nie pokazujemy. Nieważne, czy w pracy, czy przed mężem czy znajomymi.

Jest mi w sumie trochę przykro, że feminizm nie dąży właśnie do tego, żeby świat to przyjął jako oczywistość, a nie anomalię, którą trzeba chować, lub której trzeba się wstydzić. Nie dziwię się, że niektóre kobiety sięgają wręcz po terapie hormonalne, żeby uspokoić skutki PMSa czy pierwszych dni okresu.

Ważna jest na pewno świadomość i nie robienie sobie z tego powszechnie kpin*, nie traktowanie tego jak zła, które trzeba eliminować. Demonizowaniem pozwala się właśnie na absurdalne wnioski, że wahania hormonów wpływają na poczytalność czy podejmowanie decyzji.

Wiesz, to jest tak, że sięga się po jakieś dalekie idee, jak równe wynagrodzenie, które jest już na dziś efektem negocjacji pracownika z pracodawcą, a nie wynikiem płci (z założenia), a pozwala się na to, że gorsze samopoczucie kobiety, która właśnie przechodzi okres, powoduje kpiny, zamiast milczącego akceptu. Dlatego uważam, że bycie kobietą w jakiś wielkich sprawach, owszem, ale najpierw faktycznie poukładajmy stosunek do tego, co najbliższe, jak PMS. Tak, właśnie naukowo.

Więc nie widzę powodu, żeby takie konferencje bojkotować, bo milczeniem nic się nie zmieni. Rozmawiajcie, drodzy naukowcy, tylko przy tym i po tym wyciągajcie mądre wnioski. Jesteśmy biologicznie podporządkowani pewnym procesom i ja na pewno jestem w tej grupie, która to rozumie. Jestem też pewna, że te procesy nie mają wpływu na moją poczytalność.

Chciałabym jednak, żeby naukowcy zrozumieli też i pomogli światu zrozumieć, że jako ludzie miewamy zmienne nastroje, przeżywamy emocje i miewamy różne temperamenty bez względu na hormony. Jeśli coś nas denerwuje, to dlatego, że jest denerwujące, a nie dlatego, że mamy PMSa. Jeśli coś nam się nie podoba, to dlatego, że taką mamy opinię a nie skurcze macicy. Itd, itp.

Naukowcy, zrozumcie to, opiszcie i wyjaśnijcie innym.

Macie moje kobiece przyzwolenie.

A poziom wynagrodzenia, to już niech matki, czy rodzice uczą negocjować swoje córki od małego.

Samodzielność i zaradność nie mają płci.

*Co innego żarty, nawet w naszym własnym wykonaniu, a co innego sprowadzanie do PMSa właśnie każdego zachowania, które nie odpowiada innym.

Advertisements
Informacje

emancypantka | kocham wolność i szukam równowagi między skrajnościami (smart&slow).

Tagged with: , , , , , , ,
Napisane w świat z dystansu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow LASARA on WordPress.com

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 216 obserwujących.

Instagram
Jakby ktoś chciał zacząć od początku, to tu. #begging #hel #poland #ilovepl #travelphotography Niezmiennie : równowaga między skrajnościami #madebyml #balans #stemple Nic nie musisz. Fajnie... Bo możesz. <wolność> #madebyml #stemple #wolność Dziękuję za miniony dzień #madebyml #stemple #thanks #likeapray #mantra #sea🌊 #sky #clouds #ship #sunyday #ilovepl #chillout #hel #nafalochronie #ontheway #piękna #foka #ilovepl #nature #animals #chillout
Licznik:
  • 35,016 hits
%d blogerów lubi to: